Kler orawski

Gdyby zajmowali się tylko służbą przy ołtarzu, byłby to już wystarczające. Generacja orawskich księży sprzed stu lat poszła jednak dalej. Zatroszczyli się nie tylko o zbawienie wiernych, ale bronili także ich tożsamości i pracowali nad polepszeniem materialnych warunków życia. Przez dziesiątki lat żadna z dziedzin rozwoju nie zaistniałaby bez ich opieki.

W mroźny lutowy dzień 1919 r., miesiąc po podstępnym zajęciu całej doliny Czarnej Orawy przez wojska czeskie, na plebanii w Lipnicy Wielkiej zjawili się nietypowi goście. Dwaj słowaccy biskupi Marián Blcha i Karol Kmetko wraz z ministrem Vavrem Srobarem i żupanem z Dolnego Kubina pofatygowali się do miejscowego proboszcza, by przekonać go do porzucenia propolskiej działalności. Naleganie poparli obietnicami wszelkich wygód i korzyści, byleby ksiądz wraz z rodzeństwem przefarbował się na czechosłowackiego agitatora. Uprzejmym prośbom ks. Karol Machay uczynił zadość szczerym oświadczeniem, że pozostanie wierny Polsce.

Poza księżmi Machyami (Karolem i Ferdynandem, wspieranymi mocno również przez rodzeństwo Eugeniusza i Józefę), do awangardy orawskich działaczy niepodległościowych należeli też księża Sikorowie z Jabłonki: Eugeniusz i Antoni. Obaj kapłani pracę nad uwolnieniem polskiego ducha wśród mieszkańców rodzinnej Orawy rozpoczęli już na długo przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Przy wsparciu dra Jana Bednarskiego prowadzili samokształceniowe Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego, w którym poznawali dzieła klasyków literatury polskiej.

Za poruszającymi wystąpieniami szła odważna publicystyka. Kapłani na łamach Gazety Podhalańskiej promowali prawdę o polskim pochodzeniu górali orawskich i spiskich, zachęcali do posługiwania się gwarą bez żadnego skrępowania, wręcz do dumnego używania mowy wyniesionej z rodzinnych domów. W przededniu oraz w trakcie I wojny światowej chronili orawskich górali przed zamiarami ich madziaryzacji i słowakizacji. Edukowali miejscową ludność i współpracowali z inteligencją skupiającą się w Zakopanem, Nowym Targu i Krakowie. Występowali na wiecach w orawskich wioskach oraz w odległych polskich miastach i miasteczkach. Z poświęceniem angażowali się w prace komitetu plebiscytowego.

 

Represje wobec polskich księży

Księża Machayowie, Sikorowie, ks. Józef Buroń z Piekielnika, ks. Marcin Jabłoński z Jabłonki czy ks. Jan Maślak z Suchej Góry prowadzili wytężoną pracę na rzecz polskości, zachowując troskę, by nie narażać wiernych, ale też bez szczędzenia samym sobie zagrożeń ze strony czeskich oponentów. Wroga propaganda nazywała ich “heretykami i kacerzami, fałszywymi prorokami, wilkami w owczej skórze” – “poznacie ich: butnych i zuchwałych Machayowców, błaznów Sikorowców z Jabłonki i Józefa Buronia z Piekielnika, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo biskupowi, porzucili wyznaczone im stanowiska i jak zły pasterz z biblijnej przypowieści, opuścili swoje owce” – głosiła agresywna ulotka z 1920 r., w której dalej jeszcze wyzywano księży od “zabójców” i “siepaczy”. “Przyjdzie czas, kiedy się z wami policzymy” – zapowiadała finalna groźba.

“Moja skromność cieszyła się cieszyła się w prasie czesko-słowackiej takiemi epitetami: Judasz, częstochowski Macoch, przywódca bandy bolszewickiej, zdrajca, – nawet Janosik (!) lub inny jakiś oberwaniec” – wspominał z bólem ks. Machay – “Zaś o tem, co agitatorzy o nas – polskich księżach – z ust do ust w największej tajemnicy podawali, niechaj mi wolno będzie przemilczeć”.

ZOBACZ TAKŻE: Orawianie na spotkaniu z prezydentem USA

Wobec bezpośredniego zagrożenia życia w styczniu 1919 r. część księży wraz z grupą liderów polskiej działalności musieli ratować się emigracją na Podhale, gdzie kontynuowali starania o zjednoczenie rodzinnych ziem z odradzającą się Polską. Stamtąd ks. Ferdynand Machay poprowadził górali z Orawy i Spisza na dyplomatyczną misje, przez salony polskich przywódców, aż na konferencję pokojową w Paryżu, do wysłuchania przed prezydentem Stanów Zjednoczonych Woodroem Wilsonem.

Pozostali na Orawie znaleźli się pod pilną obserwacją Czechów. Ks. Karol Machay po odmowie zdrady Polski, dwa razy dziennie nachodzony był przez żandarmerię, a kilka miesięcy później trafił nawet do więzienia. W szeregu mieszkańców Orawy, którzy doznali czeskiej niewoli znaleźli się też księża Eugeniusz Sikora i Jan Maślak.

“Brat Karol, ks. Buroń, ks. Jabłoński, ks. Antoni Sikora i inni byli pod ostrym nadzorem. Od kościelnego referenta przy ministerstwie dla Słowaczyzny, otrzymali wszyscy ostre napomnienia, że jeśli nie zaprzestaną szerzyć +polonismu+ w kościele, to będą suspendowani i probostwa pozbawieni. (…) I chociaż zaniechanie kazań polskich było ogromną ofiarą i stratą dla idei polskości, przeboleliśmy to chwilowe ustępstwo w przekonaniu, że obecność księży Polaków, ich prywatne życie i stosunek do ludzi więcej znaczy w polityce, aniżeli słowackie kazania, narzucone bezprawnie naszemu ludowi już dawno i szanowane błędnie przez lud jako swoje” – wspominał ks. Machay o kapłanach, którzy pozostali na Orawie. Nie mniej trudne okazało się położenie duchownych na uchodźstwie:

“Było nas czterech księży, którzyśmy zbiegli z republiki czechosłowackiej do Polski, aby tu pracować nad oswobodzeniem naszego ludu. Była to ucieczka spod władzy biskupiej bez zezwolenia biskupa spiskiego. Na początku nic sobie z tego w kapitule spiskiej nie robiono. Ja siedziałem w Nowym Targu, ks. Eugeniusz Sikora w Odrowążu, ks. Antoni Sikora w Ludźmierzu, ks. Józef Buroń zaś w Klikuszowej. Gdy jednak we wrześniu 1919 w Paryżu ogłoszono plebiscyt na naszych ziemiach, kapituła spiska zmieniła swoje désintéressement co do naszych osób. Rząd czeski obawiając się naszego powrotu i naszej agitacji podczas plebiscytu, chciał wymusić na kapitule spiskiej, aby nas wezwała do pracy duszpasterskiej daleko poza terenem plebiscytowym.

(…) Ks. Blaha zagroził, że o ile nowych posad nie obejmiemy w oznaczonym terminie, zastosuje względem nas wszystkie kary kościelne. A więc nasamprzód suspenzja!(…) Ja sam nie obawiałem się niczego, gdyż jako kapelan wojsk polskich, podlegałem bezpośrednio władzy ks. biskupa Galla. (…) Lecz gdy wszyscy jednomyślnie oświadczyliśmy, że każdy z nas przyjmie posadę natychmiast w parafiach plebiscytem objętych, odpowiedź na to nasze oświadczenie nie nadchodziła. (…) W połowie lipca 1920, spotkawszy się przypadkowo z ks. Blahą w Jabłonce, zapytałem go, dlaczego nas nie suspendował? Oświadczył mi, że w kieszeni nosi suspenzę i że rząd wielki nacisk na niego wywiera, lecz nie robi tego, bo uczyniłoby nas to bardziej popularnymi męczennikami, a więc mogłoby czeskim interesom zaszkodzić” – czytamy w Machayowym pamiętniku “Moja droga do Polski”.

 

Co z klerem słowackim?

W wielu wypadkach przez dziesięciolecia od wieku XIX kapłani przysyłani z głębi Słowacczyzny, którzy przyczyniali się do słowakizowania polskiej ludności na Orawie i Spiszu, czynili to w sposób bezwolny. Jakim bowiem mieli posługiwać się językiem, jeśli nie swoim rodzimym? – w tym czasie dla wielu z nich, jako pochodzących z chłopskich rodzin droga do miejskich parafii pozostawała zamknięta. Byli jednak i tacy, którzy dostrzegali konsekwencję swojego położenia. Gdy wspierali ruch polski, musieli liczyć się z nieprzyjemnościami. Mimo to, księża tacy jak ks. Jan Schelling z Podwilka, czy ks. Józef Smółka z Piekielnika nie szczędzili gestów sympatii dla Polaków.

W niekorzystnym położeniu znajdowali się również ci słowaccy duchowni, którzy nie chcieli służyć czeskim interesom. W okresie plebiscytowym więziony był sam ks. Andrzej Hlinka, przywódca słowackiego ruchu narodowego. Jak zauważał ks. Machay – “Agitacja ks. Blahy za Czechami była zawsze kojącym balsamem na moje sumienie: jeżeli on Słowak z takiem zupełnem oddaniem się pracuje dla Czechów, to ja Polak, nie miałbym pracować dla Polski?”

 

Społecznicy Niepodległej

Przez cały okres międzywojenny księża na Orawie łączyli działalność duszpasterską z pracą nad podniesieniem ekonomicznym i oświatowym parafian. Organizowali kółka rolnicze, angażowali się na rzecz oświaty, zakładali lokalne biblioteki prowadzili koła Towarzystwa Szkół Ludowych. Jednym z takich działań było założenie przez ks. Jana Góralika Kasy Stefczyka w Podwilku, z której wywodzi się współczesny Bank Spółdzielczy w Jabłonce. Księża rodacy silnie angażowali się również w życie regionalne. Byli liderami Związku Górali Spiskich i Orawskich.

Duchowieństwo orawskie i lokalna inteligencja na zdjęciach z okresu międzywojennego

W 1937 r. wśród szeregu mieszkańców Orawy za działania na rzecz przyłączenia ich ziem do Polski odznaczonych Medalami i Krzyżami Niepodległości znaleźli się również księża:
ks. Ferdynand Machay (starszy) – Krzyż Niepodległości z Mieczami
ks. Karol Machay – Medal Niepodległości
ks. Eugeniusz Sikora – Medal Niepodległości
ks. Antoni Sikora – Medal Niepodległości
ks. Józef Buroń – Medal Niepodległości
ks. Marcin Jabłoński – Medal Niepodległości
ks. Jan Maślak – Medal Niepodległości
ks. Franciszek Urvay – Medal Niepodległości (represjonowany i niezłomny kapłan z okresu plebiscytowego na Spiszu, od 1929 r. proboszcz w Podszklu)

Wybrane przykłady społecznej działalności księży orawskich

Pod słowacką i niemiecką okupacją

Wybuch drugiej wojny światowej oznaczał przewartościowanie dotychczasowych pojęć o świecie, ale postawy orawskiego kleru pozostały niezmienne, nawet za cenę daleko idących wyrzeczeń i represji.

Po zakończeniu działań wojennych 1939 r. Niemcy przekazali Słowacji okupowane obszary Orawy i Spisza, gdzie nowe władze administracyjne i kościelne natychmiast przystąpiły do rugowania wszystkiego co polskie. W kościołach zakazano polskiego śpiewu, a podstępnie zebrano wśród miejscowej ludności polskie modlitewniki (pozornie przeznaczone dla polskich jeńców wojennych następnie niszczono), zastępując je słowackimi. Wkrótce też wszystkich księży pochodzących spoza Orawy i Spisza zmuszono do wyjazdu do Generalnej Guberni. Ich miejsca zajęli oddelegowani specjalnie duchowni słowaccy. Natomiast orawskich rodaków poddano ścisłemu nadzorowi. “Prawdziwym ojcem i opiekunem prześladowanej polskości” został wówczas ks. Marcin Jabłoński – jak pisał o nim. ks. Ferdynand Machay – “W jego rękach była skupiona cała praca niepodległościowa w czasie wojny”. Okupacyjne władze słowackie dwukrotnie zsyłały go do obozu karnego w Iławie koło Trenczyna, a ponadto przez ponad rok trzymany był w areszcie domowym. – “Przez trzynaście miesięcy mię pilnowała policja, jak prawdziwego zbrodniarza” – wspominał proboszcz z Orawki, który mimo wszystko nie tylko nie wyrzekł się polskości, ale też nie ustał we wspieraniu polskiej konspiracji.

Księża męczennicy z Orawy: Ks. Jan Góralik i ks. Ferdynand Machay – młodszy

W tym czasie trwała już obozowa tułaczka orawskiego dziekana i proboszcza ks. Jana Góralika, więzionego m.in. w KL Buchenwald i KL Dachau, gdzie ostatecznie zmarł 26 października 1942 r. Jeszcze szybszą drogę męczeństwa przeszedł rodak z Orawy, ks. Ferdynand Machay – Młodszy, kapłan zajmujący się rannymi żołnierzami w tarnowskim szpitalu, więziony przez Gestapo i rozstrzelany 5 czerwca 1940 r.

O obu orawskich męczennikach zachowały się jak najlepsze relacje współwięźniów: “Od razu zdobył sobie zaufanie i miłość wszystkich. Pełen wiary, gorący patriota, od razu zabrał się do nawracania tych, którzy utracili wiarę w Boga lub istnienie Polski. Nigdy nie skarżył się na swój los, ani nie upadał na duchu, przeciwnie, zawsze był wesoły, pogodny, jakby w najlepszych warunkach” – wspominał o ks. Machayu współwięzień z aresztu przy ul. Montelupich w Krakowie, a już z Nowego Wiśnicza notował: „W człowieku tym jakkolwiek jeszcze młodym, widziałem uosobienie dobroci, synonim wytrwania i przetrwania. Codzienne, kilkakrotne bicie pękami kluczy od bram więziennych po plecach, wywoływały okropny ból. Pewnego wieczoru ślady bicia tak dalece zniekształciły wygląd zewnętrzny, że nie można było rozpoznać powracającego do celi ks. F. Machaya”.

Podobne relacje dotyczą ks. Góralika: znosił wszystkie te koleje losu, trudy i upokorzenia z podziwu godną cierpliwością i poddaniem się woli Bożej. Zawsze pogodny, opanowany i spokojny podnosił drugich na duchu. Swoją piękną postawą kapłańską zyskał sobie szacunek i sympatię współbraci” wspominał – ks. Henryk Hübner, wikary z Podwilka i współwięzień, któremu rodzina zdołała załatwić uwolnienie. “Pośród wszystkich polskich księży, z którymi zetknąłem się w obozach – a było ich setki w ciągu pięć i pół roku trwającej niewoli – ks. Dziekan Góralik był tym, którego nigdy nie zapomnę. Była to prawdziwie anima candida – dusza czysta. Był to kapłan secundum Cor Dei, który pośród tej gehenny życia obozowego nigdy się nie załamał, nigdy swego człowieczeństwa ani swej godności kapłańskiej nie zatracił, zawsze i wszędzie dając świadectwo Prawdzie – mówił już inny ocalały towarzysz niedoli.

Na jeszcze innym polu odznaczył się przywódca orawskich patriotów, ks. Ferdynand Machay – Starszy, od przedwojnia proboszcz krakowskiej parafii na Salwatorze, gdzie prowadził szeroką działalność konspiracyjną i charytatywną pod opiekuńczym okiem arcybiskupa Stefana Sapiehy. Jej elementem było ratowanie życia Żydów – choć wcale nie był to jedyny priorytet. Jak wspominał kiedyś o nim ks. Władysław Pilarczyk w rozmowie z Piotrem Boroniem: “Przy udzielaniu pomocy nie pytał, czy to człowiek wierzący czy niewierzący, Polak czy Żyd, dla niego liczył się człowiek!”“Ten wielki i odważny duszpasterz nie stronił od pracy podziemnej. Wielu Żydów otrzymywało od niego fałszywe aryjskie metryki, a osoby poszukiwane nowe dokumenty na nazwiska osób zmarłych” – pisał Andrzej Roman Małecki. – “Ks. Machay organizował pomoc charytatywną dla mieszkańców Krakowa i Zwierzyńca w myśl słów +Miłość Chrystusa nie zna granic+. Udzielał także ofiarnej i skutecznej pomocy Żydom śmiertelnie zagrożonym przez nazizm niemiecki. Proszącym o to udzielał sakramentu Chrztu św., wydawał metryki i inne dokumenty niezbędne do przeżycia. Wiele osób żydowskiego pochodzenia ukrywało się na terenie zwierzynieckiej parafii, a za tę działalność groziło aresztowanie i śmierć. Ks. Machay był kilkakrotnie przesłuchiwany przez Gestapo. Przed jednym z przesłuchań, spodziewając się aresztowania, powiedział do przyjaciół: +Oświadczam, że nie mam długów, powiedzcie, gdy zajdzie potrzeba, że byłem wierny Kościołowi, a całe życie poświęciłem Polsce+” – wspominała Anna Sikora.

 

Pod sowiecką dominacją

Po zakończeniu wojny księża, którzy ją na Orawie przetrwali i ci, którzy mogli i zdecydowali się wrócić stanęli przed wyzwaniem duchowego podniesienia ludzi zdemoralizowanych czasem wojny i okupacyjnej propagandy. Wśród agitacji czynników nastawionych na podburzanie mieszkańców granicznego regionu, pracowali nad uspokojeniem emocji i zwróceniem się do Boga. Niejeden z nich boleśnie odczuł działalność, nielicznych ale zapalczywych, lokalnych wichrzycieli.

Potem nastały lata zwalczania Kościoła przez komunistyczne władze z sowieckiego nadania, gdy orawskie duchowieństwo niosło pocieszenie miejscowej ludności, samemu również doświadczając wielu trudności (tu znów należy przynajmniej podkreślić, że brutalne represje ze strony komunistów spotkały również słowacki Kościół i jego kapłanów w kraju naszych południowych sąsiadów).

Był to również czas, w którym z tego świata odchodzili z wolna kapłani z lat przełomu 1918-1920 (ks. Eugeniusz Sikora + 1936, ks. Marcin Jabłoński + 1948, ks. Karol Machay + 1955, ks. Antoni Sikora + 1956, ks. Ferdynand Machay – starszy + 1967, ks. Józef Buroń + 1976), a ich miejsca zajmowali kolejni charyzmatyczni duchowni z innych części Polski. Wśród rodaków schedę niepodległościowego dziedzictwa przejęli ks. Stefan Joniak (+ 1990) i ks. Władysław Pilarczyk (+ 2015).

Przez kolejne dekady księża udzielali sakramentów, organizowali nabożeństwa i lekcje katechezy wyrzuconej ze szkół. Parafie stanowiły centrum życia społecznego, a odnawiane i upiększane kościoły były miejscem, w którym Polacy zawsze byli wolni. Z orawskim klerem, miejscowa ludność przechodziła przez własne koleje życia i wydarzenia rangi ogólnospołecznej: Milenium Chrztu Polski, uwięzienie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, wybór Karola Wojtyły na papieża czy wreszcie transformacja ustrojowa.

Świadectwem poszanowania jakim duchowni cieszyli się wśród wiernych były liczne powołania do służby kapłańskiej i zakonnej, z jakich przez lata słynęła Orawa.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.