Orawa w świecie przed katastrofą

Ostatnie ciepłe dni, żniwa, przygotowania do szkoły i coś jeszcze… nastrój zbliżającej się wojny. Taka była końcówka lata 1939 r. i atmosfera z przedednia wybuchu II wojny światowej w relacji Orawian.

Schyłkowi sierpnia 1939 towarzyszył zwyczajny rytm prac polowych i przygotowań do nowego roku szkolnego, ale to co przyniósł wrzesień, nie miało nigdy wcześniej swojego precedensu.

sianokosyW roku 1939 głośno mówiło się, że będzie wojna. W sierpniu była częściowa mobilizacja mężczyzn, którzy szli do wojska opłakiwani przez swoje żony i dzieci. W drugiej połowie sierpnia mieszkańcy Podwilka pod nadzorem wojska kopali rowy przeciwczołgowe, a żołnierze budowali zasieki z drutu kolczastego. W dniu 30 sierpnia została ogłoszona mobilizacja koni poszczególnych kategorii. w Dniu 31 sierpnia wieczorem zebrało się dużo mieszkańców koło karczmy Karola Słabego, ażeby wysłuchać dziennika czy będzie wojna.  Dziennik wieczorny i nocny nic nowego nie przyniósł, tylko że mnożą się starcia graniczne.
Stefan Chowaniec, z Kroniki Podwilka

W lecie 1939 roku, byłam na obowiązkowej inwentaryzacji zabytków na Orawie. To było wymagane po pierwszym roku studiów architektury. Orawa była terenem pogranicznym i tam czuło się niepokój wśród chłopów, że mogą zostać wezwani na mobilizację. Ale dopiero, bardzo mocno odczuło się to w momencie, kiedy mobilizacja została rzeczywiście ogłoszona. Wtedy właściwie życie stanęło. My z całą grupą studentów gwałtownie ewakuowaliśmy się stamtąd. Przyjechaliśmy końmi na stację w Chabówce, gdzie już był dramat zupełny, tłumy poborowych, żegnane przez rozpaczające baby.
Maria Piechotka, Archiwum Historii Mówionej 1944.pl

Orawianie byli świadomi, że będzie wojna. Naturalnie bali się z tego powodu. Ale obok przygotowań do najazdu Niemców trwało też normalne życie. Był to okres prac polowych i nimi się zajmowano. Jeszcze dzień wcześniej (przed 1 września – red.) planowaliśmy prace w polu, jakie trzeba będzie wykonać ze względu na ładną pogodę. Ustaliliśmy że będziemy przewracać siano. Pamiętam jak tata powiedział wtedy, że chyba nie zdążymy tego zrobić, bo prędzej zajmą się tym Niemcy. Niestety słowa taty spełniły się.
Cecylia Czyszczoń, mieszkanka Orawki

Tę samą narrację można znaleźć w relacji z odpustu świętojańskiego w Orawce z czerwca 1939 r. Towarzyszyła jej także retoryka mająca podtrzymywać czytelnika na duchu:

Gwałt_zadawany_siłą_1939(…) cieszyła się stara matka orawskich kościołów, że w dniu odpustowym mogła u siebie powitać tak zacnych gości z dalszych stron i drogich swych synów orawskich, którzy w czasach burzliwych i niebezpiecznych pod jej opiekuńcze skrzydła macierzyste się udają, by tu odetchnąć wśród trudów życiowych oraz zaczerpnąć nowej siły i męstwa do walki, jaką nam wróg gotuje. Dawno nie było takiego zjednoczenia myśli i serc ziomków orawskich, jak w dniu tegorocznego odpustu w Orawce. Toteż i miejsc. prob. ks. Marcin Jabłoński, który miał zaszczyt gościć w swej starej plebanii tak zacnych i drogich gości, zapewne z radością i podniosłym sercem zanotuje w kronice parafialnej wspaniały objaw odradzającej się jedności i solidarnej współpracy górali orawskich oraz zanotuje złote serca wszystkich tych wspaniałomyślnych i wielkodusznych Opiekunów i Dobrodziejów, którym Orawa leży na sercu. Bo i z warowni wiary ojców naszych z Orawki, tak samo jak w całej Polsce, brzmi: Jesteśmy jedni, silni, zwarci – gotowi!
“Gazeta Podhala”, Nr 27, 2 lipca 1939 r.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.