Konstytucja 3 maja z perspektywy Orawy

Konstytucja 3-go Maja głosiła sprawiedliwość dla wszystkich, przyniosła wieść o równych prawach i równych obowiązkach – wołał 3 maja 1914 r. na nowotarskim Rynku ks. Ferdynand Machay i apelował do Podhalan obchodzących narodową rocznicę: Kochajcie Boga, Kochajcie patriotów, kochajcie waszych braci Polaków, tych najbiedniejszych braci na Węgrzech.

Młodego, ale też znanego już kapłana i działacza narodowego z Orawy, na obchody rocznicy ustanowieni Konstytucji 3-go Maja do Nowego Targu zaprosił Feliks Gwiżdż, redaktor Gazety Podhalańskiej. Na jego prośbę ks. Machay zgodził się zabrać głos przed uczestnikami uroczystości. Jednak na podróż do stolicy Podhala musiał zezwolić mu jeszcze jego proboszcz, ks. Andrzej Hlinka, gospodarz fary w Rużomberku, u boku którego orawianin był wikarym.

Rzecz działa się w okresie rosnących napięć międzynarodowych, ale równocześnie w chwili gdy nikt nie mógł się jeszcze spodziewać, że trzy miesiące później wybuchnie Wielka Wojna, która po czterech latach krwawych i wyniszczających starć między władcami starego porządku przyniesie polityczne wyzwolenie słowiańskich narodów Środkowej Europy.

Wówczas jeszcze Polacy i Słowacy pod panowaniem węgierskim dążyli do zdobycia uznania odrębności swojej nacji i respektowania przynależnych im praw. Od kilku lat trwała już akcja budzenia wśród Orawian i Spiszaków polskiej świadomości narodowej, zagrożonej słowakizacją i madziaryzacją. W tych warunkach Polacy na Górnych Węgrzech żyli – jak to w innym miejscu określał ks. Machay – jakby pod czwartym zaborem, pod nieswoją władzą, mając w perspektywie narodowe odrodzenie lub zatopienie się w obcy żywiole.

Udział w nowotarskich uroczystościach był dla ks. Machaya jednym z ważniejszych dotychczasowych wystąpień. Mowa, którą długo i skrupulatnie przygotowywał pozostała dla niego “najukochańszym utworem”, spośród własnych wysiłków literackich – o czym notował w swoim pamiętniku z 1923 r., w którym przytoczył cały jej zapis.

Brzmiała ona następująco:

Zaproszono mnie, waszego brata Polaka z Węgier, abym przy okazji tego narodowego święta do was kilka słów przemówił. I co wam mówić? Nie uczyłem się u nas na Węgrzech historii Polski. Przez te 17 lat, które w szkołach przeżyłem, o was bardzo mało słyszałem. Złożyłem maturę, po której o polskim narodzie, tedy o moim narodzie tylko tyle wiedziałem, że miał Bolesława Chrobrego, Kazimierza Wielkiego, św. Jadwigę, Stefana Batorego, że miał Sobieskiego, Kościuszkę, Dąbrowskiego i Poniatowskiego. Nauczyłem się, że polska szlachta i liberum veto przywiodły Polskę do upadku, że was na trzy części podzielili i że z dnia na dzień giniecie, a topicie się w rzekach po Rosji i Prusach płynących, że za 100-200 lat o Polakach ani mowy nie będzie na świecie.

Fotografia portretowa ks. Ferdynanda Machaya z ok. 1912 r.

I kiedy pierwszy raz pojechałem do Krakowa zobaczyć wasze historyczne pamiątki, nie chciałem wierzyć uszom, zdziwiłem się bardzo, kiedym widział ten czysty żywioł polski, kiedym słyszał tę prześliczną mowę polską, a cieszyłem się bardzo, że mogę i z panami rozmawiać, a nie po niemiecku, tak, jak ja to sobie przedstawiałem. W szkołach, słysząc o waszej zgubie, zal mi was było, że naród tak wielki nie ma wolności. Ale później, kiedy po powrocie z Krakowa zacząłem czytać obszerniej waszą historię, a poznałem i wasze dzisiejsze położenie, nastąpiła w moich myślach wielka przemiana.

Kto z was powiedziałby teraz, że ja nie jestem Polakiem? Prawda, żaden. A przecież ja sam, jeszcze przed pięciu laty uważałem się nie za Polaka, ale Słowaka. Przy wycieczkach do Krakowa, przy czytaniu książek poznałem, że ta nasza gwara góralska, którą i wy tutaj mówicie, to nie gwara słowacka, ale polska.

Wyrosło we mnie pomału silne przekonanie o mojem polskiem pochodzeniu. Zacząłem czuć, że w moich żyłach polska krew płynie, a wtedy widząc smutny os narodu polskiego za granicą Węgier, czytając o Syberii, o prześladowaniu w Królestwie i w Prusach, wtedy mi się serce po raz pierwszy zapłakało. Wtedy dowiedziałem się, że jak ten 20-milionowy naród zginie, to ta zguba będzie i moją zgubą. Wtedy już nie żal za wami, ale boleść za wami opanowała moje serce.

Dlaczego ja wam to mówię? Co to ma za związek z Konstytucją 3-go Maja?

Widok na nowotarski Ratusz, z balkonu którego ks. Machay 3 maja 1914 r. wygłaszał mowę do uczestników obchodów rocznicy ustanowienia Konstytucji 3-go maja.

W latach powstania Konstytucji pracowały w Polsce dwa stronnictwa: tak zwani patrioci i duchy moskiewskie. Patrioci chcieli przeprowadzić reformę sami, duchy moskiewskie z pomocą rosyjskiej carowej Katarzyny II. I kto zwyciężył? Patrioci mieli ogromną większość w Sejmie, przedłożyli swój projekt naprawy rządu. Projekt był przyjęty, darmo wołał przez duchy moskiewskie namówiony Suchorzewski, poseł kaliski: „nie pozwalam”. Patrioci wygrali, Konstytucja została ogłoszona. Wiadomość o jej uchwaleniu i przysiędze królewskiej rozbiegła się lotem błyskawicy po Warszawie i rozbudziła radość i zapał niesłychany.

Dzisiaj między nami widzę tę samą radość i zapał we waszych sercach, ale ja się wam przyznać muszę, że nie jestem w tym wesołym i radosnym nastroju. Znam dzisiejsze stosunki polskie w Królestwie, w Poznańskiem i w Galicji, znam je i na Węgrzech. Wy się dziś cieszycie, a moje serce żal ogarnia Dlaczego? Bo widzę, że Polacy wszystkich trzech dzielnic należą do stronnictwa patriotów. Wszyscy pracujcie dla zbudowania waszej Ojczyzny, tylko wasi bracia na Spiszu, Orawie, Trenczynie, wasi rodacy z Węgier, tylko my jesteśmy te duchy błędne, które o swoją polskość nic nie dbają; wszyscy pilnujecie swoich praw tylko my ich zaniedbali; wszyscy kochacie swoją ojczystą mowę, tylko my się jej wstydzimy. Tak dalece my zabłądzili, że ani tego nie wiemy, jak nam na imię, Polak, czy Słowak! Prawda, mała garstka nas była, nie głosiliśmy się o swoje prawa, nie kształciliśmy się w swoim języku, dlatego dzisiaj nie mamy prawie nic.

Wy tu macie swoje szkoły, wyższe i niższe, swoich księży, swoich starostów, swoje książki, swoje gazety itd. Żyją wam w pamięci wielkie pamiątki narodowe, macie na ścianie Kościuszkę, na półkach Mickiewicza, Sienkiewicza, Tetmajera; macie swoją inteligencję, która was do Drużyn, do Kółek, do Związków zgarnia, a u nas co z tego? Prawie nic. Szkoły my nigdy nie mieli, swoich urzędników my też nie mieli, nie było u nas gazety polskiej. Był kiedyś pacierz polski, był polski śpiew kościelny, były polskie modlitewne książki, było kiedyś i u nas śmiałe wyznanie: „Polakiem—jek” , ale dziś, co mamy? Wy sobie w kościele po polsku śpiewacie i modlicie się, u nas tego nie usłyszycie.

Moja matka mnie jeszcze po polsku uczyła pacierza, ale dzisiejsze matki już po słowacku uczą swoje dziatki modlitwy. Tak widzicie, ja po tej maturze, wiedziałem tylko o wam, że giniecie, a dzisiaj widzę, że was trzyma duch Konstytucji, tej chluby polskiego rozumu. Nie macie prawda, tej wolności, którą wam Konstytucja zabezpieczyła, ale pilnujecie i pracujecie nad tem, abyście wszystko znowu otrzymali. My takich dążeń nie mamy, nie śmiemy mieć, ani nie będziemy mieli, ale chcielibyśmy mieć te prawa, które mają inne narodowość na Węgrzech.

Zapoczeliśmy pracę, mało nas jeszcze robotników, a przeszkód dużo. Gdy Konstytucję przyjęto, Zabiełło, poseł inflancki uczynił wniosek, aby król Stanisław August natychmiast wykonał przysięgę na nową ustawę. Suchorzewski, ta głowa duchów moskiewskich, nagle wpadł na środek sali, przecisnął się do tronu, rzucił się rozkrzyżowany na ziemi i grobowym głosem wołał, że tylko po jego trupie przejdą posłowie, aby u stóp tronu złożyć przysięgę. Między wami zapewne nie ma już takich Suchorzewskich, ale u nas dużo takich zdrajców swojego języka, którzy nam drogi zastępują, przeszkody robią, aby tylko nie dopuścić do naszego odrodzenia, abyśmy dalej spali snem twardym. Ale da Bóg, że my zwyciężymy, że ci Polacy na Węgrzech ożyją. Ale ku temu potrzebujemy, abyście nam wy, bracia Podhalanie dobry przykład dawali, abyśmy się w naszej Gazecie Podhalańskiej doczytali o waszej pracy dla Ojczyzny, dla sprawiedliwej, od Boga nie odciągającej oświaty. Niech się zapalą wasza serca ogniem miłości ku Ojczyźnie, ale wielkim płomieniem, abyśmy go ujrzeli tam, zagranicą, abyśmy się nauczyli od was miłować w naszej węgierskiej Ojczyźnie swoją polskość.

Tablica pamiątkowa na budynku Ratusza ku czci poległych synów Podhala w walce o niepodległość. Widok z 1932 r.

Niech ta dzisiejsza uroczystość podpali pod waszemi nogami ogień chęci do pracy narodowej, abyście musieli iść naprzód. Konstytucja 3-go Maja głosiła sprawiedliwość dla wszystkich, przyniosła wieść o równych prawach i równych obowiązkach, a zamiast kłótni i wad wkładała do serc polskich gorące miłowanie wzajemne. Niech się tedy na zawsze zapisze dzień Konstytucji 3-go Maja w pamięć waszą, a jego uchwały w serca wasze.

Kochajcie Boga, że wam jej nie odmówił, kochajcie tych patriotów, którzy ją uchwalili, kochajcie tę naszą potarganą Ojczyznę, a jakby się jeszcze znalazło małe miejsce w tych waszych sercach, to kochajcie waszych braci Polaków, tych najbiedniejszych braci na Węgrzech.

Płomienne wezwanie ks. Machay doczekało się realizacji. Kilka lat później Polacy z Orawy i Spisza stanęli już w przedsionku polskiego domu, a w przekroczeniu jego progu wydatnej pomocy udzielili im działacze podhalańscy oraz inteligencja z Krakowa i Lwowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.