Sprawiedliwy z Orawy – pomoc ks. Ferdynanda Machaya dla Żydów pod okupacją niemiecką

W żadnym innym narodzie nie było tylu sprawiedliwych, którzy w nieludzkich czasach zachowali człowieczeństwo niosąc pomoc Żydom, skazanym przez Niemców na wyniszczenie, ani też żadne inne państwo obok Polski Podziemnej nie stworzyło ram strukturalnego ich ratowania. W Narodowym Dniu Polaków Ratujących Żydów wspominać możemy również jednego z Orawian.

Na ziemiach polskich pod słowacką okupacją, zaprowadzoną w wyniku porozumienia z Niemcami, ludność żydowska dotrwawszy do roku 1942 poddana została całkowitej eksterminacji. Wówczas to na fali antysemickich ustaw podjętych przez władze w Bratysławie przystąpiono do systematycznych deportacji Żydów. Za wydawanych w ręce Niemców ludzi słowackie państwo płaciło po 500 marek, czym pod cyniczną nazwą opłaty za przesiedlenie i naukę zawodu chciano ukryć makabryczną operację.

W pierwszych dniach czerwca 1942 r. Żydzi z orawskich wiosek zostali furmankami wywiezieni do punktów zbiorczych, z których ruszali w dalszą drogę kończącą się w obozach Auschwitz i Sobibor. W ciągu kilku miesięcy Słowacja wydała Niemcom około 58 tys. Żydów. Kolejna fala deportacji nastąpiła dwa lata później po stłumieniu powstania słowackiego. W czasie II wojny światowej śmierć poniosło ponad 80% słowackich Żydów – najwięcej spośród wszystkich państw kolaborujących z III Rzeszą.

Tymczasem na mapie owładniętej przez Niemców Europy fenomen stanowiło funkcjonowanie Podziemnego Państwa Polskiego wyróżniającego się nie tylko brakiem jakiejkolwiek współpracy z okupantami, ale również strukturalną pomocą niesioną żydowskim współobywatelom. Jednocześnie struktury konspiracyjnego państwa z całą surowością karały tych, którzy przyłożeniem ręki do prześladowań Żydów postawili się poza nawiasem narodu polskiego.

Działalność Rady Pomocy Żydom “Żegota” przy Delegaturze Rządu RP na Kraj uzupełniała pomoc zwykłych Polaków, którzy zachowali odruch człowieczeństwa względem żydowskich współobywateli mimo tego, że za jakąkolwiek udzielaną im pomoc Niemcy zabijali całe rodziny. Tylko wśród udokumentowanych przypadków znamy około 1000 Polaków, którzy ponieśli taką cenę. Blisko 7 tys. naszych rodaków zostało uhonorowanych tytułem “Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, przyznawanym przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Waszem – najwięcej spośród wszystkich ponad 26 tys. wyróżnionych z różnych krajów. Relacje świadków Zagłady mówią, że dla ratunku jednego Żyda potrzebnych było średnio od kilku do kilkunastu Polaków. Ogółem szacuje się, że w pomoc Żydom angażowało od kilkuset do miliona osób.

Z dala od rodzinnej ziemi, ks. Ferdynand Machay pełniąc funkcję proboszcza parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie prowadził szeroką działalność konspiracyjną i charytatywną. Elementem działalności prowadzonej pod opiekuńczym okiem arcybiskupa Stefana Sapiehy było ratowanie życia Żydów – choć wcale nie był to jedyny priorytet. Jak wspominał kiedyś o nim ks. Władysław Pilarczyk w rozmowie z Piotrem Boroniem: Przy udzielaniu pomocy nie pytał, czy to człowiek wierzący czy niewierzący, Polak czy Żyd, dla niego liczył się człowiek!

W krakowskim środowisku znaleźć można liczne świadectwa na temat pomocy dla ludności żydowskiej charyzmatycznego kapłana z Orawy. Polegała ona głównie na udzielaniu i organizacji schronienia oraz wyrabianiu sfałszowanych metryk, dzięki którymi mogli ukryć swoje faktyczne pochodzenie.

Tablica pamięci ks. Ferdynanda Machaya przy zwierzynieckiej parafii

Ks. Machay i jego rodzina byli ludźmi czynu. Zwierzyniecka parafia stała się ośrodkiem ruchu oporu, w którym pod opieką proboszcza działała jego siostra Józefa Mikowa wraz z mężem Emilem i bratem Eugeniuszem. Ksiądz proboszcz  rozwinął szeroką akcję charytatywną, wspomagając rodziny uwięzionych i ukrywających się, osoby chore i bezrobotne, w szczególności inteligencję twórczą, którą okupant pozbawił pracy. Ten wielki i odważny duszpasterz nie stronił od pracy podziemnej. Wielu Żydów otrzymywało od niego fałszywe aryjskie metryki, a osoby poszukiwane nowe dokumenty na nazwiska osób zmarłych – pisał Andrzej Roman Małeckina łamach “Tygodnika Salwatorskiego” (27 kwietnia/2003).

Ks. Machay organizował pomoc charytatywną dla mieszkańców Krakowa i Zwierzyńca w myśl słów “Miłość Chrystusa nie zna granic”. Udzielał także ofiarnej i skutecznej pomocy Żydom śmiertelnie zagrożonym przez nazizm niemiecki. Proszącym o to udzielał sakramentu Chrztu św., wydawał metryki i inne dokumenty niezbędne do przeżycia. Wiele osób żydowskiego pochodzenia ukrywało się na terenie zwierzynieckiej parafii, a za tę działalność groziło aresztowanie i śmierć. Ks. Machay był kilkakrotnie przesłuchiwany przez gestapo. Przed jednym z przesłuchań, spodziewając się aresztowania, powiedział do przyjaciół: “Oświadczam, że nie mam długów, powiedzcie, gdy zajdzie potrzeba, że byłem wierny Kościołowi, a całe życie poświęciłem Polsce” – wspominała Anna Sikora ( “Tyg. Salwatorski” 10 paździer/2004)

Grobowiec rodzeństwa Machayów na salwatorskim cmentarzu – Ferdynanda, Karola, Józefy i Eugeniusza.

Jerzy Ślaski tak opisywał działalność krakowskiego metropolity krakowskiego i jego współpracę z kapłanem z Orawy: Zaopatrywał Żydów w metryki, zlecał to duchowieństwu archidiecezji, otwierał przed nimi wrota klasztorów, umieszczał żydowskie dzieci w prowadzonych przez zgromadzenia zakonne internatach i sierocińcach. Prawą ręką arcybiskupa w tej pracy był znany działacz społeczny i kaznodzieja, ks. dr Franciszek Machay.

Jeden z przykładów pomocy udzielonej przez ks. Machaya odnotował Władysław Bartoszewski: Pewnego dnia podczas łapanki wpadła do mnie, do ss. felicjanek, młoda para małżeńska żydowska, nazwiskiem Pollack; było to w maju 1942 r. Błagają o pomoc, nie mają żadnych dokumentów, nie chcą wyjść z domu. Zostawiłem ich w moim domu, zamknąłem, sam pobiegłem na Zwierzyniec, gdzie proboszczem u Najświętszego Salwatora był przezacny, znany z pomocy Żydom ks. dr Ferdynand Machay. Ufałem w jego pomoc. Doradził, dopomógł. Ludzie ci byli u mnie w małym pokoiku przez trzy dni, potem, zaopatrzeni w odpowiednie dokumenty, udali się bezpiecznie w dalszą drogę na Lwów. Ks. dra. Machaya nie zapomnę nigdy. Siedział w swym gabinecie, urządzonym po góralsku – stół, stołki, półka rzeźbiona, jakieś garnki na niej – słuchał mnie uważnie, marszczył czoło, szukał rozwiązania; puknął palcem w stół: “Dobrze – powiedział – musimy pomóc”. (Polacy – Żydzi – Okupacja. Fakty, postawy, refleksje)

Inna relacja opowiada o żydowskiej dziewczynce: Proboszczem kościoła Mariackiego w Krakowie był ks. Ferdynand Machay. Pewnego dnia zgłosiła się do niego 11-letnia córka żydowskiego adwokata z Bielska, Felicja Seifert. Ksiądz Machay wpisał dziewczynkę do księgi osób ochrzczonych i załatwił jej dokumenty na nazwisko „Elżbieta Smoleń”. Felicją zaopiekowała się Aleksandra. Ukryła dziewczynkę w swoim mieszkaniu. Po jakimś czasie znalazła dla niej bezpieczną kryjówkę w zakładzie dla sierot prowadzonym przez siostry zakonne, gdzie przedstawiono ją jako „dziecko wołyńskie”.

Poprzez całe swoje życie, zawierające działalność narodową i duszpasterską, społeczną i polityczną, konspiracyjną i charytatywną zasłużył sobie ks. Ferdynand Machay na inskrypcję umieszczoną na jego płycie z rodzinnego nagrobka: “Przeszedł przez życie dobrze czyniąc”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.