Orawska rebelia

Wielu zapewne słyszało o rozruchach na Orawie do jakich doszło tuż po zakończeniu I wojny światowej. Uproszczony przekaz wiejskiej starszyzny powielany bywał też w słowie pisanym pod zafałszowanym określeniem żydowskiego pogromu. Choć ludność żydowska ilościowo stanowiła największą grupę poszkodowanych w zajściach 4 listopada 1918 r., to ich charakter można by nazwać raczej antymadziarskim, czy sądem nad wyzyskiwaczami ludu – jak określił to ks. Ferdynand Machay.

Niedzielę 3 listopada 1918 r. ks. Ferdynand Machay spędził w Nowym Targu wśród działaczy Organizacji Narodowej pod przewodnictwem Jana Bednarskiego, gdzie już 1 listopada złożono przysięgę na wierność mającej odradzającej się Polsce. Podobny scenariusz zamierzał zrealizować w Jabłonce w poniedziałkowy dzień targowy, który jak się okazało upłynął pod całkowicie innymi wydarzeniami.

Jak wyglądały breweryje, które o jeden dzień opóźniły faktyczny dzień niepodległości, przeciw komu były skierowane i co było ich powodem? – odpowiedzi na te pytania szukamy w pamiętniku ks. Machaya, wydanym kilka lat później pt.: “Moja droga do Polski”.

jarmark-jabłonka-1Dzień 4-go listopada 1918, ów słynny kiermasz jabłoński daje mi jeszcze dużo do myślenia. Po odprawieniu mszy św. udałem się zaraz do Piekarczyka, aby go o swoich zamiarach zawiadomić. Zgodził się na wszystko, dając wyraz prawdziwej radości patriotycznej. Dowiedziałem się przy tej sposobności, że chłopcy rozbroili w niedzielę wieczór (3-go listopada) całą żandarmerię madziarską. Żandarmi się rozbiegli, był tylko komendant na miejscu, ale bez czapki i broni. Ta nowina zbudziła we mnie mieszane uczucia. Cieszyłem się, że usunięto z drogi poważną przeszkodę myśli polskiej, lecz nie mogłem z obawą nie patrzeć na położenie bez straży bezpieczeństwa w dzień jarmarczny, tuż po zakończeniu wojny. Zaniepokoiłem się mocno. Wróciwszy do ojcowskiego domu, usiadłem przy stole, aby rzucić koncept mowy, zredagować rezolucję, obmyśleć straż bezpieczeństwa itd. Około godziny 10-tej wyszedłem na targ. Ludzi było strasznie dużo, młodzieży zaś – aż zanadto. Przybiegł do mnie ks. Eugeniusz Sikora wyraziwszy swe zadowolenie z przebiegu wypadków i stał się zaraz na miejscu apostołem polskości, oznajmiając ludziom szeroko i przekonywująco, aby się o godzinie jedenastej wszyscy zeszli w podwórzu u Machayów, gdzie nastąpi porażka Madziarów na Orawie, oraz oświadczenie się za Polską.

ZOBACZ TAKŻE: Rozbrojenie węgierskich posterunków na Orawie

Wróciłem znów do domu, aby jeszcze zebrać myśli. Rozmyślającego przy stole wstrząsnął przeraźliwy okrzyk matki, wpadającej do pokoju ze strachem na twarzy:
– Ferdo, Ferdo!
– Co się wam stało mamusiu? – zapytałem, zerwawszy się ze siedzenia.
– Dużo ludzi ciągnie do nasego domu z okropnym krzykiem – odpowiedziała matka.
Aby ją, no i własną ciekawość uspokoić, wyleciałem na drogę. Widok, który mi stanął przed oczami, był nieludzki. Pewien żyd z Czarnego Dunajca leżał na ziemi, obok niego gęsta masa ludzi, kopiąca go nogami i wykrzykująca na niego.
– Co to robicie? – zakrzyczałem silnym głosem. Ludzie ucichli i zaczęli mi tłumaczyć, że bardzo drogo sprzedawał, że wydziwiał już dawno ludziom, itd. Rozpędziłem zebranych, żydowi kazałem pójść do domu, sam zaś pobiegłem ku sklepom żydowskim, aby zapobiec ewentualnym wybrykom roznamiętnionego tłumu.

Przyszedłem niestety za późno: kradzież i niszczenie sklepów odbywało się już w pełnym toku. Próbowałem stanąć w drzwiach i zastąpić wchodzącym drogę, lecz nic to nie pomogło, ludzie na nikogo nie patrzyli, niczem się nie krępowali, jak ślepe zwierzęta, bez wielkiego wstydu i poczucia krzywdy bliźniego, brali i niszczyli. Gdyby mnie wójt z Jabłonki i jeszcze ktoś nie wyrwał z pomiędzy tej dziczy, byłbym otrzymał i ja swoje za “obronę żydów”. Popatrzyłem na zegarek, jedenasta. Serce mi się ścisnęło, bo zamiast ludziom Polskę zwiastować, musiałem bezczynnie przypatrywać się groźnemu bezprawiu.

Obok zdecydowanego potępienia wydarzeń do jakich doszło w Jabłonce, ks. Machay równie jasno przedstawia podłoże na jakim wzniecony został pożar chłopskiej rebelii.

Za co oni to robią? Odpowiedzi na to pytanie było dosyć. Żydzi byli na Węgrzech wszędzie szerzycielami dzikiej madziaryzacji, rząd miał w nich wiernych i usłużnych “ideowców” wielkiej Madziarji. Lud nasz to dobrze wiedział i pamiętał o tem. Podczas wojny Żydzi zajmowali prawie wszystkie bezpieczne stanowiska przy wojsku. Tę krzywdę chrześcijan było jeszcze lepiej widać. Przeciw żydom wrzało na froncie bardzo. To ukrywanie się żydów było bezsprzecznie głównym bodźcem tych pożałowania godnych rozruchów. Lecz były jeszcze inne przyczyny. Przypatrzmy się na chwileczkę tej robocie rozpętanej swawoli a zaraz się o nich dowiemy.

Głodni zdobyczy, spragnieni zemsty byli żołnierze, gospodarze, wchodzą i wychodzą do i ze sklepu, albo z karczmy. Zupełnie jak w norowisku. Włażą nawet po głowach. Oto wychodzi silny mężczyzna, zatrzymuje się na schodach, trzymając w obu rękach zdobycz nielada: skrzynkę kostkowego cukru i ryczy, wcale nieludzkim głosem do tłumu:
– Żona mi umierała przy porodzie, cośmy się nałazili, nabłagali o kawałeczek cukru, nie było dla biednego człeka… jest cukier, patrzcie ludzie… precz z żydami; śmierć na nich….
Wchodzą inni, i trzymają całe kółko fajkowego tabaku, oznajmując również rozjudzonemu tłumowi, że gęsi, kury trzeba było nosić, aby paczkę otrzymać… – Precz z żydami…
Były to chwile rzadko niebezpieczne. Nawet ludzie spokojnej natury i bogaci dali się porwać ogólnemu prądowi, zapomnieli o Chrystusowej nauce, o boskich przykazaniach, o elementarnych zasadach uczciwości i ludzkości. Widziałem jak wyrzucili małe dziecko z kołyski i brali ten sprzęt, jak bili starą żydówkę, siedzącą spokojnie w pokoiku, nawet służącą Polkę okradli i zbili tylko dlatego, że u żyda służyła.

Dalej ks. Machay przytacza fakty wskazujące na nieprawdziwość określenia rebelii w Jabłonce mianem żydowskiego pogromu:

Co za przykra nauka dla ludzi, aby zwalczali swe namiętności, bo staną się gorszymi od zwierząt. Ale też nauka i dla żydów, aby się wstrzymywali na przyszłość od popełniania błędów i grzechów, które taki samosąd ludu wywołały. W podobny sposób lud porachował się i z urzędnikami tak zw. notarami. Nie były to więc żydowskie pogromy, tylko sądy nad wyzyskiwaczami ludu. Trzeba bowiem dodać, że w ten dzień 4-go listopada “sądził” lud prawie na całych Węgrzech. Dodać również należy fakt, że nie wszyscy notarzy i żydzi byli “sądzeni”. O bezwzględnie uczciwych notarach i żydach, lud nawet wśród największego rozognienia gniewu i zemsty z całą uczciwością mówił: Tym się nic nie stanie.

Wycinek z Gazety Podhalańskiej z 10 listopada 1918 r.
Wycinek z Gazety Podhalańskiej z 10 listopada 1918 r.

Nawet w tem położeniu udało mi się zebrać kilkudziesięciu gospodarzy z polskiej Orawy aż po Wesołe, którym wytłumaczyłem obszernie nowe polityczne dążenie ziemi orawskiej, przekonywując ich z łatwością o konieczności szukania dróg do Polski. Podpisali wszyscy tego rodzaju oświadczenie i zaopatrzeni instrukcjami, co mają robić, wrócili do swoich wiosek, przywożąc z Jabłonki oprócz wieści o rewolucji (tak sobie lud ten rabunek nazwał), także wieści o Polsce.

Tymczasem w Jabłonce, jeszcze 4-go listopada trzeba było pomyśleć o zabezpieczeniu porządku. Wieczór tego dnia był bowiem straszny. W rowach przy drodze leżeli ludzie pijani jak wory, Piwnice w karczmach próżne od beczek, lecz pełne od pół martwych pijaków. Nigdy nie zapomnę jak pewien gospodarz podawał świni wino tokajskie w putni, mówiąc do niej: – Pij, abyś pamiętała, że była rewolucja. Obawiać się należało, że mogą powstać dalsze rabunki, co w innych wioskach rzeczywiście nastąpiło już wieczorem tego samego dnia. W Zubrzycy Górnej i Lipnicy Małej nawet łuny pożarów żydowskich karczm przyświecały rabunkom i kradzieżom. Po zrabowaniu żydów i notarów, szumowiny namawiały do pójścia na tych, co na wojnie zarobili, itd.

Silna straż i surowy sąd stał się koniecznością. Aby zaprosić z powrotem madziarskich żandarmów, których z całej okolicy wypędzono, o tem nie mogło być mowy. Smutne zaś wypadki 4-go listopada zmuszały do rychłego działania, inaczej cały kraj zostałby opanowany przez anarchję i nicby z naszej polskości mogło nie być. Do tego zaś nie moglibyśmy dopuścić. Straż bezpieczeństwa wybrano natychmiast z miejscowych gospodarzy, inne, bardzo ważne zdarzenia zostały podjęte następnego dnia, 5-go listopada.

Źródło: F. Machay, Moja droga do Polski, Kraków 1923

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.