Orawa Ludwika Zejsznera

Żywiołowi i śmiali charakterem Polacy oraz powolni i bardziej stateczni Słowacy – to obraz mieszkańców Orawy nakreślony w połowie XIX wieku przez polskiego krajoznawcę. Co zachwyciło go w Podwilku, Piekielniku i Chyżnem? Jakie dostrzegł podobieństwa między Orawą a Podhalem? 

Ludwik Zejszner (1805-1871) polski geolog, geograf, kartograf i krajoznawca nie był wcale prekursorem wśród odkrywców Orawy. Przed nim te północnowęgierskie rubieże penetrowali m.in. Stanisław Staszic i Ludwik Pietrusiński. Był jednak pierwszym, który poświęcił Orawie osobne, całościowe opracowanie, opublikowane w 1853 r. w tomie trzecim serii wydawniczej “Biblioteka Warszawska”.

Poza zagadnieniami geologicznymi zwracał baczną uwagę na etnograficzny obraz ludności badanego obszaru. Właśnie w tym obszarze każdy podróżny z Galicji czy Kongresówki doświadczał pozytywnych wrażeń, napotykając w granicach Węgier polską ludność, która wśród słowackiego żywiołu i madziarskiej administracji, zachowała swoja tożsamość, której głównym nośnikiem był język i przywiązanie do wiary katolickiej.

Niżej prezentujemy wybrane fragmenty kilkunastostronicowego tekstu.

Ze wszystkich hrabstw węgierskich, żadne nie jest tak zamknięte, nie stanowi tak doskonałej całości jak orawskie (…) Od południa oddzielają tę ciekawą krainę wysokie hole liptowskie, stanowiące przedłużenie Tatrów, znacznie od nich niższe i całkiem wapienne; od trenczyńskiej stolicy na zachód dzieli ją wyniosły grzbiet; a z północy od Galicyi Małą i Wielka Baba, nasza Babia Góra; tylko od wschodu nie odgraniczają Orawę góry i jakby wielką równiną łączy się Podhale z Węgrami.

Granica polityczna pomiędzy Podhalem a Orawą nie jest zarazem granicą naturalną: grzbiet to bowiem zaledwie okiem dostrzeżony (…) Ten przedział nie wpłynął jednakże na ludzi; tenże sam szczep Podhalan przenosi się do Orawy i zachodzi aż pod Babią Górę do wsi Sydzina, leżącej już w Galicyi.

Strona z druku poświęconego Orawie. “Biblioteka Warszawska” T.3 1853

Mieszkańcy ci mówią narzeczem Podhalan, z nieznacznym miejscowym odcieniem. Język ich doznał mniej jeszcze zmian jak Podhalan i jakby skamieniały, trwa w swych starożytnych formach, nie uległ wpływom literatury i ogólnej oświaty; zdaje się że mówią językiem jakiego przed kilkoma wiekami w Polsce używano. Słowaki, zajmujący południowe strony, a pomiędzy nimi tu i ówdzie znajdują się wioski polskie.

Wielkie obszary żyźniejszej ziemi od podhalańskiej i nader małe podatki, wydały ten stan rzeczy. Orawa uchodzi jednakże w pojęciach węgierskich za najbardziej upośledzone od przyrody hrabstwo, za najbiedniejsze w całej koronie, lubo w porównaniu z Podhalem jest jeszcze żyzną i dość obfitą krainą.

Dla Podhalan Kraków jest punktem ostatecznych wyobrażeń, a dla Orawców Peszt; do niego zwracają swoje myśli i chęci, tam głównie sprzedają swoje produkta, tam wywożą znaczną ilość lnianego płótna, stamtąd wychodzą rozporządzenia rządu, i dlatego Orawianie nierównie więcej mają styczności z Pesztem i innemi miastami nad Dunajem leżącemi, aniżeli z północnemi sąsiadami, zamieszkałemi w nieurodzajnych Bieskidach.

Pobielany ściany i czerwony, gontowy dach kościoła w Podwilku na starej pocztówce

Każda wieś posiada nadto kościół murowany, powszechnie stawiany na znaczniejszych wzniesieniach; białe jego ściany i czerwony dach z wysoką wieżą są chlubą mieszkańców wsi, którzy nie pojmują jak można żyć nie mając u siebie porządnego kościoła. Tym sposobem wydaje się kraj bardzo cywilizowanym.

Na całem pograniczu od Galicyi aż do końca r. 1850 był szereg przykomorków, które tutaj nazywano tryczatkami. Wioski takie odznaczały się widocznie większą zamożnością, stanęły w nich większe domy murowane, wygodniejsze karczmy i kramy z różnemi drobnostkami, a mianowicie z tytuniem, bo dawniej w Węgrzech każdy uprawiał i sprzedawał tytuń po bardzo niskiej cenie.

 Piekielnik, 1888 stóp nad poziomem morza wyniesiony, wioska polska obszerna, położona już na przeciwnej pochyłości obszernego torfowiska, końcem wschodnim sięgająca Luźmierza. Wieś ta graniczy z Czarnym Dunajcem; wielka nieuprawiona równina, służąca za pastwisko, oddziela ją od niego. Starannie uprawne role i nieco odmienny krój domów drewnianych, odróżniają jedynie Podhale od Orawy.

Centrum Podwilka na węgierskiej pocztowce.

ZOBACZ TAKŻE: Niech spacer na Babią Górę wejdzie w modę. Ludwika Pietrusińskiego podróże po Orawie

Wyżej na północ leży Podwilk, wioska zmieniająca się się w miasteczko, 2052 stóp wyniesione, ma ulice starannie brukowane, kilka domów murowanych o piętrze i niezgorszą karczmę. Krainę pomiędzy Piekielnikiem a Podwilkiem zasłania potężny grzbiet, odwracający północne wiatry; a że ku słońcu wystawiona, stała się żyźniejszą aniżeli okolice bardziej równe przy Trzcianie. Od tych własności fizycznych pochodzi znaczniejsza żyzność; pola tutaj dzielą się w długie a wąskie zagony, okryte bujnemi owsami, jęczmionami, a niekiedy żytem i koniczyną. Dostatek nadał mieszkańcom niezależny i dziwnie śmiały charakter, zmieniający się prawie w zuchwałość. Chłop tej okolicy nie zwykł nikomu z drogi ustępować, nawet prowadzącemu ciężary.

W nierównie dzikszej okolicy od poprzednich tryczatków leży Polhora na pochyłości Bieskidu, grzbietu łączącego się bezpośrednio z Babią Górą. Polhora była kiedyś bardzo odwiedzaną: łączyła Węgry z Żywcem przez wioskę Krzyzną. Już się zeciemiło, kiedym właśnie z spomnianej wioski przybywał po bardzo złym gościńcu do Polhory i zastałem tu lepszą karczmę, aniżeli się można było spodziewać. (…) Niedaleko wioski, wśród niebieskawo-szarych margli, dzielących się w łupki, wytryskują źródła mniej więcej solą kuchenną nasycone.

W całych Węgrach nie ma tak dobrych dróg jak w Orawie; nie ustępują one często najlepiej wykonanym i utrzymywanym w królestwie Polskiem lub w Lombardyi (…) Od północy ciągnie się wyborny gościniec ku południowi, począwszy od komory Podwilk – wysoko nad poziomem morza leżącej, bo 2052 stóp – i przechodzi przez wioski Orawkę i długą Jabłonkę. Tutaj łączy się nim droga prowadząca z Piekielnika, a połączona ciągnie się dalej ku Trzcianie po potężnych równoległych grzbietach, podobnych do skamieniałych fal. Odtąd [od Trzciany] zmienia się kraj tak co do fizycznych, jako i etnograficznych stosunków; tu graniczy lud polski ze słowackim szczepem. Klimat widocznie łagodnieje, ziemia żyźniejsza, staranniej jest uprawną. W miarę posuwania się ku południowi kraj staje się coraz bogatszym.

Pierwszy kościół w Chyżnem na grafice Wiktora Myszkowskiego z końca XIX w.

ZOBACZ TAKŻE: Najstarsze przedstawienia kościołów w Orawce i Chyżnem

Prawie pół mili na północ od Trzciany, na rozciągłym wale, u stup którego płynie rzeka Czarna Orawa, ciągnie się więcej jak ćwierć mili długa wioska Chyżne, z okazałym kościołem. Wieś ta ma szczególne wejrzenie; zbliżając się do niej od południa, uderza niezmiernie długi szereg domów na grzbiecie rozciągnięty. Nie wspominałbym o tej wiosce, gdyby nie zasługiwała na uwagę dla szczególnej mieszaniny języka; mieszkańcy jej mówią bowiem w połowie po polsku, a w połowie po słowacku i nie można powiedzieć, iżby jedno albo drugie narzecze przeważało. Żywo przypomina to podobną mieszaninę języka angielskiego, w którym nic nie ma; ani francuzkiego, ani niemieckiego, tylko coś pośredniego; język mieszkańców Chyżnego jest polsko-słowackim.

Z miasteczkiem Trzcianą czyli Tersteną rozpoczyna się czysta Słowaczyzna; miasteczko to bardziej jest podobne do znacznej wioski (…) Pół mili od Trzciany leży inne miasteczko Twardoszyn, przy spływieBiałej i Czarnej Orawy.

W Żubercu mieszkają sami słowacy, gdy tymczasem w Hucie żyją Polacy, nieróżniący się niczem od Podhalan; zachodzi pytanie, czyto przybyła kolonia, czy też żuberscy mieszkańcy wcisnęli się klinem pomiędzy Polaków, bo nikt nie pamięta, żeby się tutaj sprowadzili. Prawie mila od Huty, dalej na zachód, również pod górami, leży inna wioska, zamieszkała w większej połowie przez polską ludność, a w mniejszej przez Słowaków, zwana Borowo.

Ludwik Zejszner wedle drzeworytu Aleksandra Regulskiego z Tygodnika Ilustrowanego 1871

Słowacka ludność zajmuje południową część Orawy, znacznie bogatszą krainę. Ta okoliczność sprawiła, że jest bardziej wykształconą od polskiej, żyjącej na nader biednej ziemi. Słowacy mają porządne i wygodne domy, ubierają się dobrze, prawie wszyscy czytają na książkach, a często umieją i pisać; za tem idą łagodniejsze obyczaje, ogłada i większy przemysł. Na wydanie tego stanu wpłynęły głównie stosunki przyrodzone i umysłowe usposobienie mieszkańców, skłonnych do zastanawiania się; tymczasem w północnych stronach Orawy często z największym trudem człowiek tyle zarabia, ile starczy na przewleczenie mizernego żywota. Niemało do podniesienia ludności polskiej przyczyniliby się księża polscy, ale na nieszczęście ci zwyczajnie są Słowakami, więc niezrozumiałym językiem przemawiają do swych parafian.

Odznaczający rys charakteru Orawów jest miły spokój duszy, oddychający wewnętrznem szczęściem domowem; nie obudziły się w nich wyższe potrzeby umysłowe i nie biorą udziału w dociekaniu i rozwijaniu prawd, które rządzą przyrodą i trudnym do zbadania duchem ludzkości. Cieszą się skromenem używaniem i pracą bardziej mechaniczną, która nie prowadzi ich do głębszych dociekań. Prostota i słodycz obyczajów mieszkańców tej prowincyi pochodzi głównie ztąd, że się składają z jednego szczepu słowiańskiego; a chociaż w północnych stronach Orawy mieszkają Polacy, a w południowej Słowaki: dwie te narodowości bardzo są do siebie podobne i często trudno ich odróżnić można na pierwszy rzut oka. Pierwsi nierównie są żywsi, drudzy powolniejsi, a tem samem bardziej rozważający. Mała liczba żydostwa, trudniąca się i tutaj jak wszędzie karczmarstwem i handlem, nie mogła wpłynąć na zepsucie obyczajów ludu.

ZOBACZ TAKŻE: Wyprawa na Babią Górę Stanisława Staszica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.