Niezłomni Orawy

Żołnierze antykomunistycznego podziemia, którzy nie zgodzili się na sowiecką okupację Polski po 1945 r. na zawsze mieli pozostać wyklętymi. W pokazowych procesach skazywano ich na śmierć, a propaganda nazywała ich bandytami. Nie pamiętano o nich długo, również po 1989 r. Dopiero dzięki zabiegom ś.p. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego i ś.p. Prezesa IPN prof. Janusza Kurtyki maja swoje święto, obchodzone właśnie 1 marca.

Haniebnie mordowani dziś stają się wzorcami dla młodzieży. Większość obchodów ku ich pamięci w całym kraju organizują właśnie młodzi ludzie, szukający wzorów pozytywnych buntowników. Przed rokiem, obchody po raz pierwszy zorganizowano w Lipnicy Wielkiej.

ZOBACZ TAKŻE: Orawa uczciła Żołnierzy Wyklętych

Mjr. Józef Kuraś “Ogień”

Najaktywniejszym oddziałem polskiego podziemia antykomunistycznego po 1945 r. na całym Podtatrzu było zgrupowanie mjr. Józefa Kurasia “Ognia”, zwanego KrólemJanosikiem całego Podhala. Jego działalność na Orawie była różnie oceniana ze względu na to, że wymierzał kary miejscowym chłopom współpracującym lub sympatyzującym ze Słowacją, która brała udział w agresji na Polskę w 1939 r. i okupowała część jej przedwojennych granic. Inni dawali się uwieść komunistycznej propagandzie.  Tymczasem, co przyznawały nawet komunistyczne władze, w dużej mierze właśnie dzięki “Ogniowi” udało się utrzymać granice na Orawie w kształcie przedwojennym.

Żołnierze podziemnego Wojska Polskiego, bywali obwiniani za kradzieże podszywających się pod nich zwykłych rabusiów. Przyłapani na tym procederze byli, rozliczani z całą surowością. Przykładem takich działań był oddział gorczańskiego batalionu Armii Krajowej, który jesienią 1944 r. prowadził na Orawie patrole, mające chronić miejscową ludność przed napadami grupy dezerterów, skupionych wokół Wincentego Piekarza. Na czele patrolu stanął pchor. Teodor Budzyński „Lotny”. Towarzyszyło mu 8 partyzantów: kpr. Wiesław Maciaszek „Longin”,  kpr. Feliks Szpak „Tygrys” oraz strzelcy Jan Kuczaj „Harnaś”, Józef Rapacz „Szeik”, Józef Garbacz „Szczupak”, Szczepan Kołodziej „Zając”, Stanisław Wojdyła „Szum” i Michał Mnichowski „Żbik”. Ten ostatni 18 października 1944 r. wygłosił mowę podczas jarmarku w Jabłonce. Dziękował mieszkańcom Orawy za patriotyczną postawę wobec Polski i prosił o współpracę, dla zaprowadzenia bezpieczeństwa. Zapewniał też o bliskim zakończeniu wojny. W ciągu dwóch miesięcy grupa partyzancka odstraszyła formacje bandyckie. Sam Teodor Budzyński zamieszkał na pewien czas w Orawce. Następnie teren Orawy pod opiekę przejął Odział Specjalny por. Tadeusza Kosmowskiego „Lasa”.

Warto przypomnieć w tym miejscu postać jednego z podkomendnych “Ognia“: porucznika Henryka Głowińskiego “Groźnego – dowódcy III Kompani Zgrupowania Partyzanckiego tzw. „Plutony Egzekucyjnego” lub „Plutonu Śmierci”. Jego oddział operował głównie w okolicach Rabki, Chabówki i Raby Wyżnej. Przeprowadzał także akcje na terenach Orawy – tak po polskiej, jak i po słowackiej stronie granicy. “Groźny” poniósł śmierć w listopadzie 1946 r. podczas strzelaniny wynikłej z nagonki UB nasłanej na jego oddział, po odebraniu na Orawie kontyngentów od osób deklarujących się jako Słowacy.

Współpracownikiem “Groźnego” był inny członek zgrupowania “OgniaAlojzy Śmiech z Piekielnika (3.XI.1921-14.XI.2008), znany w późniejszym okresie jako twórca ludowy. We wrześniu 1939 roku uwięziony w obozie w Rużomberku. Po ucieczce i powrocie do domu w 1942 roku został wcielony do armii słowackiej. Potem brał udział w Słowackim Powstaniu Narodowym. Pod koniec 1944 roku przyłączył się do oddziału Armii Krajowej dowodzonego przez Andrzeja Pilcha. Po przejściu frontu w początkach 1945 roku brał udział w tworzeniu lokalnych oddziałów milicji, później dołączył do Józefa Kurasia. Aresztowany w 1946 roku, został skazany na dwa lata więzienia i zwolniony w wyniku amnestii.

Innym członkiem polskiego podziemia, związanym z Orawą był był ks. Józef Kocańda. Pochodził z Załucznego. W Armii Krajowej zajmował się przekazywaniem komunikatów radiowych, był też kurierem. Gdy Niemcy odkryli dywersję zbiegł do rodziny w Kasinie Małej. Tam wstąpił do Narodowych Sił Zbrojnych – Grupy Podhalańskiej, działającej w dolinie Gorców.  Po zakończeniu II wojny światowej, ks. Kocańda jako członek niepodległościowego podziemia był poszukiwany przez sowiecki reżim zainstalowany w Polsce. Jego brat również członek AK trafił do transportu na Sybir – udało mu się zbiec. Bracia Kocańdowie schronienie znaleźli na Ziemiach Odzyskanych. Ks. Józef pełnił posługę w Łomnicy koło Jeleniej Góry. Ze względu na stan zdrowia, przeniósł się do Orawki, gdzie pracował jako proboszcz, aż do śmierci w 1963 r.

Działalność żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie miała szans na zdobycie na Orawie pozytywnych opinii ze względów, które dziś nazwalibyśmy “marketingowymi”. Partyzanci bowiem rozliczali za czasy okupacji stronników Słowacji, sprzymierzonej z hitlerowskimi Niemcami. Żołnierze potrzebując do przeżycia aprowizacji, właśnie od nich ją pobierali. Ciężko było to zrozumieć mieszkańcom regionu, którzy czas wojny przeczekali w miarę spokojnie (represjom poddano głównie inteligencję). Z drugiej strony swoje robiła komunistyczna propaganda oraz akcje prowokacyjne. Prawdziwi partyzanci zwalczali na Orawie, grupy rabusiów podszywających się pod Armię Krajową. Ważne, abyśmy po latach zdobyli się na odżegnanie od mylnych opinii sprzed lat, by z całą Polską uczcić tych, którzy nawet w powojennej beznadziei nadal walczyli o naszą wolność.

Za orawski wkład w przywracanie pamięci o niezłomnych żołnierzach można uznać płytę “Myśmy Rebelianci” zespołu De Press, Andrzeja Dziubka z Jabłonki.

6 thoughts on “Niezłomni Orawy

  • 12 marca 2017 at 17:46
    Permalink

    Niepodległej Polski?
    Przyjechali na tereny nie-polskie i zrobili z niej Polskę 😀 to chyba o to chodzi w tym bohaterstwie xD
    Zróbmy teraz tak na Wyspach, albo za Wielkim Morzem 🙂

    Reply
    • 20 marca 2017 at 08:35
      Permalink

      Przyjechali na polskie tereny pod słowacką okupacją…

      Reply
  • 10 marca 2017 at 19:14
    Permalink

    Tak, Mario zgadzam się z Tobą….

    Reply
  • 10 marca 2017 at 16:19
    Permalink

    Byli to zwykli bandyci, którzy napastowali ludność orawską bez względu na narodowość, twierdzenie, że było inaczej jest fałszowaniem rzeczywistości. Jest to głęboko zapisane w pamięci Orawian, którzy jeszcze pamiętają te czasy oraz prześladowania nie tylko band leśnych, lecz również pacyfikacje wojsk polskich, które na Orawę wkroczyły w sierpniu 1945 r.

    Reply
  • 1 marca 2017 at 17:54
    Permalink

    ale czy to byli zawsze bohaterowie…..jeszcz żyja swiadkowie

    Reply
    • 2 marca 2017 at 10:00
      Permalink

      Byli zwykłymi ludźmi ze wszystkimi tego stanu wadami i zaletami, ludźmi z poczuciem obowiązku do walki o wolną Polskę, ludźmi dotkniętymi dramatem wojny… Jakakolwiek relacja “świadka” któremu zrobiono coś wbrew woli niczego nie zmienia, bo skąd wiedzieć, czy nie zmyśla, czy sam nie ma czegoś na sumieniu, czy nie został dotknięty zasłużenie? Na wojnie są zawsze dwie strony i dwa spojrzenia na świat. Żołnierze Wyklęci stali po stronie niepodległej Polski, a bez poparcia wśród miejscowej ludności nie mieliby szans na tak długą walkę, jak udawało im się prowadzić.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.