Jarmark w Jabłonce 100 lat temu

Dobijano na nim dobrych targów i małych mozolnych zysków, przetrwał czasy wojen i sam bywał miejscem nie jednej małej wojenki,  dawniej odbywał się w poniedziałki a współcześnie tętni życiem w środy… – jarmark w Jabłonce, jak wyglądał przed stuleciem i czy bardzo różnił się od dzisiejszego obrazu?

Sto lat temu, cały świat znajdował się na półmetku Wielkiej Wojny, w tle której życie próbowało kręcić się w miarę normalnie. Świadectwem tego dążenia do normalności było odbywanie się tradycyjnego jabłonczańskiego jarmarku, który przy okazji urlopu w lutym 1916 r. odwiedził młody ks. Ferdynand Machay (chodzi o późniejszego infułata). Swoje wrażenia z wizyty na kiermasie opisał ksiądz Ferdo w gwarowej relacji dla Gazety Podhalańskiej.

Na jabłonskim kiermasie

Już prawie miesiąc jakom na urlopie był, ale mnie jesce ciągle korci opisać węzłowato com widział na kiermasie. Bo myślę sobie, że na Podhalu każdy wie o Jabłonce a o jej kiermasach. Był jo wiecie ciekawy, jako różnica między pokojem a wojną w te poniedziałki. Przedtem niby w pokoju to się roiło od ludzi. Przywozilim przynosili, co mogli. I wybroł jo się poobzierać, co mają teros do sprzedania. Ludzi ta nie było tak gęsto, no bo kas by się brali? I towarów tys rzodziej było, ale zaś nie tak jako se myśloł. Widziołek prawie syćkik zydków z Dunajca a N. Targu, tam se siedziała i Tejwa a nas i Peter tys przyseł. I wiecie takie ten kiermas zrobieł na mnie wrażenie, ze chwała Bogu bieda ludziom nie bardzo dokuco. Dyć kielo jacy, przepytujem, świń a wieprzków, krów troche mniej ale i nie bardzo. Padli w tedy, ze stoniały. Idę dali, starsi znajomi z gorckami i miskami.

Posuwając się z kroku na krok usłysołek jakiś dziwny krzyk a brzęk. Ludzi tam pełno stoi. Co się rzekę robi. I widziołek cosik, co przedtem w Jabłonce nigdy nie było. Cały stos zdartych kabotów, portek, butów, copanek a Bóg wie cego ta jesce. Zyd krzycy całem gardłem i mocno jak żelazo, nigdy nie zedrzecie, wase dzieci będą nosić. A ciągnie, a nicego jaze gorko, a nimoze ozerwać, a jesce krzycy mocno jak zelazo. A biedni ludzie leco jak mucha na miód. Pytom się, downo tu chodzi ten zyd? Ze dwa razy tu był ale zawdy syćko sprzedo, bo jus tak tanio. I nie wiem dotąd tu bieda te dziadostwo kupować. Ale jus trefnie nazwali tego kupca obdartusem. Jacy, to bieda, że ludzie tylko to wiedzą, ze obdarte rzeczy kupują, a o tem nie wiedzą zdaje się im nic, ze są inni zobdarci z pieniędzy. Łata na łacie!

Stragany jarmarczne w Jabłonce 1930 r.

Odchodząc od obdartusa, wnet jo trefioł na drugi fajny figielek. Było to między kramorzami. Sendy pełno dziewek. Kupują nowięcej snurki, różne haklowanie a inne ciepciugi na parade. I jedna dziewka kupowałą grzebień. Kramorz (to sycy słowiocy) ukazuje całą kupę grzebieni do cesanio a na wsy. Dziewka pado, ze nie taki i troseckę się ku niemu naciagnie a sepce mu cicho, jo młoducha. A kramorz na to, przecoześ mi ty zaroz nie gwarzyła ześ młoducha. Dla młodych pań to są przecież inne grzebienie. I jak suko tak suko, a młodo pani od ciekawości dobrze nie zegnie. Naseł jakosik puske, chytro ozpakuje i wyciągnie dwa zębate krzywoki, to dla młodej pani. I dziewce się wiera grzebienie uwidziały. Kie ich juz zapłaciła spytałą się jesce (tys po cichu) ka mo je przyprawić? “Na hlawu, jeden na prawo, druhy na lewo” była mądra odpowiedź. A którosik baba i poprawiła, nie na głowie, nie. Bo by cię takiego dziwaka z kościoła wygnali.

Cok zaś między płuciennikami widział, to tys warto napisać. Staro babina kupuje na suknie. I kielos za ryf tego? 46 Kr pado płucienik. któzby to zaś słysoł. Dy kumoska przed 3 tygodniami w Dunajcu za 19 dukatów kupiła a jesce lepso materyjo. Płucienik sie zacnie przysięgać, że i jego więcej kosztuje, ale jacy przeto sprzedajo, coby tu utorzół i po dłusim wykrzykowaniu zaproponował babie: “Żenicko dajte 23 dukatów, a niech wam Pan Boh odpusti zeste me tak uszkodzili”. No i babie tak głowę przewrócił, ze się zaroz zgodziłą: “To juz co innego za 23 dukatów biere”. I dziś sie mi śmiać chce z tego (To rodne wymysły).

Przy tych towarach to się może ani w czasie pokoju tak nie roiło od bob. Przedawają wieprzki a jajka i ani kiedy wojny nie było, śtofy a jedwabne szmatki się tak uwijają. A koniecznie rzecz w porządku: kupiec tys musi zyć, a to tys musem przypisać, ze kto nimo ten nie kupi. Drogo syćko. I ryskasa i celetki i stof i barchet. Na jednem miejscu się matki skarzyły, ze juz takie syćko drogie, ale mi jedno mądro gaździno dobrze pedziała. Co tys hlapiecie? Przedtem jak przedała kopę jajek i miałam suknie, teroz tys tak.

Takie to wrażenia z naszego kiermasu to do pola przyniós. Jacy wom telo powiem, ze wam tam duzo lepiej, jako haw nom się zdaje. A dołby Pan Bóg, aby tak zostało, a się nie popśniło. Ze baby na kramach likiery piją to nic nowego, bo to było i przedtem. Na to mi tys jedna dobrze pedziałą, ze ta mało tych, co wylewają.

KS. F. M.

Ludzie w drodze na jarmark w Jabłonce 1930 r.

One thought on “Jarmark w Jabłonce 100 lat temu

  • 7 lipca 2016 at 18:37
    Permalink

    To co widać na zdjęciach wyglądało o niebo lepiej, niż obecne budy.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.