“Warszawska Gazeta” o Polakach za górami

Noworoczny numer “Warszawskiej Gazety” porusza tematykę związaną m.in. z Orawą i Spiszem. Całostronicowy artykuł pt.: Nasi za Górami poświęcony ludności polskiej, pozostałej w granicach obecnej Słowacji wyszedł spod pióra red. Marcina Palade.

To nie przypadek. – rozpoczyna Marcin Palade odnosząc się do wstępu na temat występowania polskich imion w rejonie środkowego i północnego Spisza – Pomimo woli wielu mieszkańców tego regionu przyłączenia się do odrodzonej po pierwszej wojnie światowej Polski, tereny te znalazły się ostatecznie w Czechosłowacji. Nad Wisłą istnieje, choć ograniczona, świadomość posiadania kresów południowych na Zaolziu. O etnicznych związkach z Polską ludności w pasie od Ziemi Czadeckiej, przez Górną Orawę i wspomnianą pokaźną część Spisza, nie wie prawie nikt. Dalej odnosi się do faktów historycznych z dziejów polskiego osadnictwa na omawianych ziemiach. Pisze, że współczesne dane Urzędu Statystycznego w Bratysławie odnotowują znikomą liczbę osób deklarujących narodowość polską w północnej Słowacji. Przeciwstawia im czynniki takie jak, język czy wyznanie katolickie, będące wyróżnikiem polskości.

Nawet dziś, na początku XXI w., można przekonać się na własne uszy, że na wsiach w okolicach Starej Lubowli na Spiszu, Namiestowa na Orawie czy Skalite na Ziemi Czadeckiej mówi się językiem jeszcze bardziej zrozumiałym dla polskiego ucha, niż i tak pozwalający na dosyć swobodą komunikację język słowacki.

Dalej opisuje proces depolonizacji, dokonany przez władze węgierskie słowackimi rękami. Miało się do tego przyczynić zastąpienie polskich księży i nauczycieli ich słowackimi odpowiednikami, oraz działalność słowackich rejentów przeprowadzających spisy ludności.

Jak pisze warszawski publicysta, całkowitą słowakizację polskich górali udało się powstrzymać na koniec XIX w. dzięki zaangażowaniu galicyjskich społeczników. A to wystarczyło, by na wzór powstających w wielu miejscach odradzającej się po zaborach Rzeczypospolitej, w Jabłonce na Orawie i w Lubowli na Spiszu powstały Polskie Rady Narodowe. Ich najważniejszym postulatem było przyłączenie zamieszkałych przez nich terenów etnicznie polskich ziem do Macierzy.

W realizacji tych zamierzeń miał pomóc plebiscyt, w którym górale sami mieli zadecydować o przynależności państwowej. Do tego jednak nie doszło, a o ustaleniu granicy zadecydowała ostatecznie w 1920 r. Rada Ambasadorów. Werdykt dający Polsce zaledwie kilkadziesiąt wsi z nieco ponad dwudziestoma tysiącami osób oraz pozostałą w granicach Czechosłowacji ich liczba sześciokrotnie większą, redaktor Palade uznaje za krzywdzącą i oderwaną od uwarunkowań etnicznych Ziemi Czadeckiej, Spisza i Orawy.

Jak to więc jest z Polakami na północnych rubieżach Słowacji? Marcin Palade przywołuje ustalenia ze spisu ludności przeprowadzonego w Czechosłowacji w 1931 r. wg. którego tę część państwa miało zamieszkiwać zaledwie 6 tys. Polaków. Tymczasem dane zgromadzone w tym okresie przez polskiego konsula w Ostrawie – Karola Ripę mówiły o 8 tys. na Ziemi Czadeckiej, 25-30 tys. na Spiszu i 15-20 tys. na obszarze Górnej Orawy, biorąc tu pod uwagę powiaty namiestowski, trzciański i tzw. Klin Zakamienny. Liczby te zostały zobrazowane mapą dołączoną do artykułu.

 

Autor tekstu zapoznał się również z bliższymi nam czasowo opiniami. Najwybitniejszy współczesny znawca problematyki Polaków na Słowacji Marek Skawiński dowodzi, że w zwartych skupiskach w latach 30. XX w. było co najmniej 75 tys. naszych rodaków. Przytacza też jego ustalenia odnoszące się do obecnej sytuacji. Dalej idąc od Ziemi Czadeckiej na wschód ku Górnej Orawie polskie korzenie powinno mieć około 32 tys. jej mieszkańców. To z kolei potomkowie zasiedleń z Ziemi Żywieckiej, Suskiej, Makowskiej i Jordanowskiej.

Innym niezwykle ciekawym przykładem odnoszącym się do kwestii występowania skupisk Polaków w północnej Słowacji, jest fakt występowania na południowej Bukowinie, potomków emigrantów z Ziemi Czadeckiej, którzy w granicach dzisiejszej Rumunii zachowali świadomość polskich korzeni wraz z językiem. Wobec tego Marcin Palande sugeruje, że: Właśnie do czadeckich górali na Bukowinie przydałby się wyjazd studyjny tym słowackim statystykom i demografom, którzy utrzymują do dziś nieistnienie polskiego żywiołu w północnej części ich kraju.

W podsumowaniu red. Palade pisze o braku odpowiedniego podejścia polskich władz w stosunku do Polaków żyjących poza granicami Polski, formułując przy tym ważny historyczny postulat: Może warto zastanowić się nad reaktywacją, działającego w okresie międzywojennym, Towarzystwa Obrony Kresów Południowych? Nieuświadomionym narodowo Polakom na Słowacji, w liczbie co najmniej 100 tys., takie obywatelskie wsparcie na arcytrudnej drodze do odbudowania więzi z Ojczyzną bardzo by się przydało
Wszystkim polecamy lekturę całego artykułu. Zaś redakcji Warszawskiej Gazety życzymy kolejnych materiałów związanych z naszym regionem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.