100. rocznica urodzin ks. F Machaya młodszego orawskiego męczennika II WŚ

Męczennik II wojny światowej Sługa Boży, ks. Ferdynand Machay – młodszy. Jeśli Pan Bóg pozwoli, będzie to pierwszy święty pochodzący z Orawy ogłoszony przez Kościół.  Właśnie mija 100 rocznica jego urodzin.

Sługa Boży Ks. Ferdynand Machay młodszy, kapłan z Kongregacji Księży Filipinów, zamęczony w więzieniu w Nowym Wiśniczu, jest jednym ze 122 kandydatów do chwały ołtarzy w procesie beatyfikacyjnym prowadzonym przez Diecezję Peplińską.

Młodość i zdobyte wykształcenie

 

Sługa Boży, ks. Ferdynand Machay – młodszy urodził się 9 grudnia 1914 r. w Jabłonce, po ojcu dano mu imię Ferdynand, jego matką była Weronika z domu Mozarka, do nazwiska dodajemy młodszy, celem ograniczenia mylenia go ze stryjem ks. infułatem dr Ferdynandem Machayem, który był znacznie starszy. Rodzice znani byli z głębokiej pobożności i swoje dzieci wychowywali w duchu religijnym (także młodszy ich syn Alojzy został kapłanem). Ferdynand ukończył szkołę podstawową. w rodzinnej Jabłonce, a następnie przez rok uczęszczał do gimnazjum w Gostyniu, prowadzonym przez Księży Filipinów. Był absolwentem Liceum im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu, które później ukończyli także m.in.: kard. Stanisław Dziwisz, ks. prof. Józef Tischner, czy Pius Jabłoński.
F. Machay jako maturzysta i kapłan tuż po święceniach
Po zdaniu matury 20 czerwca 1933 r. wstąpił do Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie. Studiował w Diecezjalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. Z arkusza ocen wynika, że był bardzo dobrym studentem, gdyż otrzymał najwyższe oceny z poszczególnych przedmiotów.
Święcenia kapłańskie 29 czerwca, 1938 r. otrzymał z rąk ks. bp. Franciszka Lisowskiego. Z listu do rodziców, pisanego przed święceniami, wynika, że pragnął, aby jego uroczystość prymicyjna była bardzo skromna. Ferdynand nie chce narażać rodziców na wydatki, nawet odmawia przyjęcia proponowanego mu nowego ubrania i butów. Po prymicjach i po spędzonym w domu urlopie, powrócił do Tarnowa, aby objąć obowiązki duszpasterskie w kościele Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri.
Okoliczności aresztowania

Po wybuchu wojny w 1939 r. sługa Boży, ks. Ferdynand Machay – młodszy zgłosił się jako kapelan do pracy w tarnowskim szpitalu ks. Leopolda Rachwała, do którego przywożono rannych zarówno Polaków jak i Niemców. Ks. Ferdynand we wrześniu 1939 r. dyżurował gorliwie w szpitalu prawie stale, całe dnie i noce służył pomocą duchową rannym żołnierzom Polakom i Niemcom. Sprawował sakramenty, pocieszał ich, dodawał otuchy. Jak zanotował ks. inf. Jan Bochenek, były proboszcz parafii katedralnej, ks. Ferdynand Machay interesował się tak polskimi jak i niemieckimi rannymi żołnierzami. Służył im z całych sił. Był lubiany za pogodę i życzliwość. Z każdym rozmawiał swobodnie.

Istnieje prawdopodobieństwo, że aresztowanie nastąpiło w wyniku tego, jak kardynał Adam Kozłowiecki TJ, wtedy współwięzień na Montelupich i w Nowym Wiśniczu wspomina w swojej książce „Ucisk i strapienie”, że, gdy ks. Ferdynand 28 września 1939 r. podjął nocny dyżur kapelański, konfident w mundurze polskiego żołnierza przy spowiedzi rozpaczał z powodu upadku Polski i przegranej wojny oraz zapowiadał, że z tego powodu popełni samobójstwo. Ks. Ferdynand pocieszał go, że wojna jeszcze trwa i Polska zmartwychwstanie, że armia polska organizuje się na Zachodzie. Żołnierz – jak się później okazało – był podstawionym konfidentem i sporządził notatkę dla Gestapo. Podobnie uważa ks. Mieczysław Stebart COr, członek Komisji Historycznej procesu beatyfikacyjnego. Po aresztowaniu ks. Ferdynanda przedstawiono mu na Gestapo zapisaną treść spowiedzi. Ze szpitala uciekł również jeden z oficerów; podejrzenie o pomoc w ucieczce padło od razu na ks. Ferdynanda. W domowej kronice Kongregacji Oratorium istnieje zapis z 29 września 1939 r., że z niewiadomych powodów po ks. Ferdynanda Machaya przyszło dwóch oficerów Gestapo ok. godz. 22.30 i zaaresztowano go.

Najpierw był przetrzymany 12 dni w tarnowskim Gestapo, gdzie został dotkliwie pobity, potem umieszczono go w tarnowskim więzieniu. 21 października 1939 r. został przewieziony do Krakowa i osadzony w więzieniu przy ul. Montelupich. Jeden z jego współwięźniów wspomina go tak: “Od razu zdobył sobie zaufanie i miłość wszystkich. Pełen wiary, gorący patriota, od razu zabrał się do nawracania tych, którzy utracili wiarę w Boga lub istnienie Polski. Nigdy nie skarżył się na swój los, ani nie upadał na duchu, przeciwnie, zawsze był wesoły, pogodny, jakby w najlepszych warunkach”. Inni wspominają, że nigdy nie bał się śmierci, choć miał świadomość, że będzie stracony. Dużo się modlił i innych do tego zachęcał. Za wszystkich chętnie spełniał też najniższe posługi. Nic dziwnego, że gdy młody ksiądz opuszczał więzienie przy ul. Montelupich w Krakowie, dnia. 20 maja 1940 r. i przewożono go do Wiśnicza, wśród współwięźniów  dyskutowano; czy wychodzi na wolność, czy do innego więzienia. Jeden z współwięźniów wyrzekł prorocze słowa „ty raczej Ferdek jedziesz pozbyć się swojej cielesnej powłoki”. Inny ze współwięźniów zakrzykną za nim: „Ferdo! Ty perło kryminału! Ty będziesz w Niebie”.

Męczeństwo

Ks. Ferdynand Machay z grupą braci Albertynów został przewieziony do obozu w Nowym Wiśniczu, gdzie wszedł do więzienia – dawnego klasztoru przez bramę, nad którą górował swoimi wspaniałymi wieżami kościół pod wezwaniem Chrystusa Salwatora. Ks. Ferdynand Machay bardzo chciał, aby we wnętrzu pięknego kościoła odprawiona została Msza św. w jedną z najbliższych niedziel. Zabiegał o to, nie zważając na bicie kluczami przez Maschnera, które w ostatnich dniach przed egzekucją zagroziło jego życiu. Współwięzień z tej samej celi pisał o nim: „W człowieku tym jakkolwiek jeszcze młodym, widziałem uosobienie dobroci, synonim wytrwania i przetrwania. Codzienne, kilkakrotne bicie pękami kluczy od bram więziennych po plecach, wywoływały okropny ból. Pewnego wieczoru ślady bicia tak dalece zniekształciły wygląd zewnętrzny, że nie można było rozpoznać powracającego do celi ks. F. Machaya”.

Kierownictwo obozu, wraz z tzw. oddziałowymi więzienia, ludźmi przepojonymi największą nienawiścią do Polaków i do wszystkiego, co polskie, ogłosiło w pierwszych dniach czerwca 1940 r., że zamierza urządzić więźniom wspólną Mszę świętą i komunię w kaplicy więziennej. Cicha radość ogarnęła więźniów. Wszyscy znajdujący się w celi, oczekując ranka, po kryjomu wyspowiadali się przed dwoma współwięźniami: ks. F. Machayem i ks. Michalskim z Katowic. Przyrzeczenie kierownictwa obozu spełzło na niczym, a zamiast Mszy św. i Komunii św. nastąpiło całkowite rozebranie i zburzenie kaplicy więziennej, przeplatane ogromnym biciem więzionych. Księża ci z bohaterską wytrzymałością w swych rozmowach z kolegami podtrzymywali ich duchowo. Pewnego wieczoru, wyprowadzeni z celi na korytarz, zostali oni pobici do nieprzytomności i w tak okropny sposób, że nie można było rozpoznać powracającego do celi ks. F. Machaya. Dziury wybite pękami kluczy na twarzy, plecach i innych częściach ciała, starały się oznajmiać bliski koniec życia maltretowanego. Ferdynand wchodząc do celi rzekł: „I to się skończy”.

Trzech wspólnie rozstrzelanych / Wiadomości Wiśnickie Nr 130/2008
Przetrwało także w pamięci rodziny świadectwo o tym, że Sługa Boży ks. Ferdynand Machay otrzymał od hitlerowców rozkaz podeptania krzyża, a gdy tego nie uczynił, był tym krzyżem w okrutny sposób bity, aż do uszkodzenia kręgosłupa. Ks. F. Machay w więzieniu wytrwale spełniał swoją kapłańską posługę, sprawując przede wszystkim Sakrament Pokuty i spiesząc z duchową pomocą, tym którzy upadali na duchu. Tak przeżywając swoje powołanie kapłańskie, oddał swe młode życie za sprawę Chrystusa i Ojczyzny.Zamiast obiecanej Eucharystii dla więźniów, przygotowano na środę germańskie święto ognia Noc Walpurgii. Przed wejściem do barokowego kościoła na krzyżu powieszono kukłę księdza, poniżej ustawiono paramenty kościelne, ułożono duży stos z ławek i drewnianych elementów wnętrza. Osoby naznaczone krzyżykiem przy nazwisku podczas przyjęcia do więzienia przeniesiono we wtorek wieczorem do celi śmierci. Mianując szyderczo komendantem tej celi ks. Ferdynanda Machaya.

Naznaczonych do rozstrzelania było 10 osób. Byli to: sędzia Władysław Bobilewicz, prokurator Andrzej Łada-Bieńkowski, porucznik Wojska Polskiego Jerzy Liban, przewodniczący Związku Powstańców Śląskich Józef Kania, uczestnicy bitwy o Górę Świętej Anny w czasie powstań śląskich dwaj bracia Jan i Ryszard Pistulowie, dziennikarz z dawnej Czechosłowacji (prawdopodobnie z Czech) Jiři Kränzler, duchowny ks. Ferdynand Machay – młodszy ze zgromadzenia księży Filipinów w Tarnowie, oraz dwaj Żydzi Bernard Wachs i kupiec Izaak Unger. Ferdynanda wzięto na śmierć także dlatego, aby ukryć ślady straszliwego maltretowania przed niemiecką komisją, która miała zjechać do obozu. Wiele z tych wydarzeń opisuje ks. kardynał Adam Kozłowiecki TJ we wspomnianej wcześniej książce.

Ks. Ferdynand Machay należy do tych, którzy dali wspaniałe świadectwo swego zjednoczenia z Chrystusem. W środę 5 czerwca 1940 r. między godziną 4 a 5 nad ranem, dwie kobiety uwięzione w tzw. austriackiej części więzienia w N. Wiśniczu widziały pierwszą piątkę skazanych wyprowadzanych boczną bramą na plac przed budynkiem, tam drutem kolczastym do tyłu skrępował im ręce Michał Sojka. Wśród wyprowadzonych oprócz ks. Ferdynanda Machaya byli Jerzy Liban, Władysław Bobilewicz, Andrzej Bieńkowski i Józef Kania. Pod eskortą kwatermistrza Lauterbacha, Maschnera, Madera i Bauera w obecności doktora Himelsbacha, wyprowadzono ich boczną bramą w kierunku miejsca egzekucji. Kilkanaście minut później pojedyncze strzały w tył głowy przerwały ich życie. Z różnych źródeł udało się ustalić, że przyprowadzeni na miejsce stracenia uklękli nad wspólną mogiłą, nie uciekali jak im sugerowano, lecz zachęceni przez ks. Ferdynanda wspólnie się modlili. Kolejna piątka skazanych została zastrzelona z broni maszynowej. Po zasypaniu mogiły, tego dnia nie wypuszczono więźniów do pracy, pozostali w swoich celach, a uczestnicy egzekucji w czasie libacji alkoholowej próbowali zapomnieć o tym, co zrobili wczesnym rankiem.

Podpalony przygotowany we wtorek stos, otwarte grobowce w podziemnej krypcie grobowej w poszukiwaniu kosztowności były dopełnieniem Nocy Walpurgii. Na dnie parowu pozostała świeża mogiła, którą z niepokojem oglądali mieszkańcy Leksandrowej. Obecnie znajduje się tam kamień z tablicą pamiątkową.

Msza św. 05 czerwca 2009 r. przy Kamieniu z tablicą pamiątkową w miejscu egzekucji

W dniu 27 kwietnia 1946 r. odbyła się ekshumacja zwłok. Zwłoki rozstrzelanych w Wiśniczu Polskich patriotów podniesiono z dna parowu, zostały umieszczone w trumnach i przewiezione na noc do holu wiśnickiego ratusza, by następnego dnia w czasie pogrzebu wiśniczanie mogli ich pożegnać modlitwą w parafialnym kościele.

Ciała zamordowanych sędziego Władysława Bobilewicza i prokuratora Andrzeja Łady- Bieńkowskiego pochowano na Cmentarzu Rakowickim. Ciało Męczennika ks. Ferdynanda Machaya – młodszego spoczywa na cmentarzu salwatorskim w Krakowie, gdzie zostało sprowadzone przez ks. infułata Ferdynanda Machaya. Na grobie ks. Ferdynanda znajduje się piękny nagrobek, pod względem artystycznym, przypomina jego sylwetkę przewieszoną przez krzyż a zarazem obejmującą ten krzyż. Przypomina wszystkim, że wolność jest najwyższą wartością, miłość Ojczyzny najważniejszym zadaniem, a bycie Polakiem, niezależnie od zawodu i powołania jest ciągłym dawaniem świadectwa potrzebnego nawet w najtrudniejszych sytuacjach i wymagającego najwyższych zobowiązań. Pozostałych siedmiu ekshumowanych pochowano na cmentarzu komunalnym w Nowym Wiśniczu.

Uroczystości pogrzebowe po ekshumacji na Cmentarzu Komunalnym w N. Wiśniczu. Wyżej Kondukt pogrzebowy w N. Wiśniczu z ratusza do kościoła w dniu 28 kwietnia1946 r.
W wiśnickim więzieniu ks. Ferdynanda Machaya przebywał tylko 14 dni, które porównać można do 14 stacji szczególnie trudnej drogi krzyżowej. Nie zakończyła się ona na krzyżu, a nawet zakończyła się bez krzyża na dnie parowu w lesie Brzezinka w odległości kilkuset metrów od więzienia. Czternaście dni pobytu to przecież bardzo krótki okres czasu, trzeba więc było być człowiekiem szczególnym, aby zostać zauważonym w tak krótkim czasie wśród 885 zamęczonych w Arbeitlager w N. Wiśniczu. Jak pisze Pan Stanisław Gaworczyk w Wiadomościach Wiśnickich Nr 130/2008.Czy pamięć o nich wszystkich nie powinna nas mobilizować do otrząsania się z obojętności i do dokonywania, na każdym polu, właściwych wyborów, z myślą o wierze i Ojczyźnie, za które tamci zapłacili najwyższą cenę?” – dziś retorycznie zadaje pytanie ks. Mieczysław Stebart. COr, członek Komisji Historycznej procesu beatyfikacyjnego ks. F. Machaya.

Proces beatyfikacyjny

„W naszym stuleciu wrócili męczennicy” stwierdza Jan Paweł II w liście apostolskim „Tertio millenio adveniente”, a w 1999 r. w Bydgoszczy mówił „Za szczególną powinność naszego pokolenia w Kościele uważam zebranie wszystkich świadectw o tych, którzy dali życie za Chrystusa”. Po beatyfikacji 108 męczenników w Warszawie przez papieża Jana Pawła II w czerwcu 1999 r.,Konferencja Episkopatu Polski wysunęła projekt beatyfikacji kolejnych 122 męczenników za Chrystusa i Ojczyznę z okresu II wojny światowej. Wśród kandydatów znalazł się ks. Ferdynand Machay – młodszy, którego proces beatyfikacyjny w tarnowskiej Kurii otworzył 23 lutego 2004 r. ks. bp. Wiktor Skworc. Proces ten jest na ukończeniu Głęboko wierzymy, że kiedyś zobaczymy także i tego bohaterskiego kapłana w chwale ołtarzy. Wielu takich bohaterów wydała nasza polska ziemia i nie możemy o nich zapomnieć, ale tak jak wzywa Jan Paweł II, trzeba zebrać dla potomnych dokumenty mówiące o ich heroizmie i odwadze. Dlatego między innymi został zrealizowany film dokumentalny o życiu i świętości sługi Bożego Ferdynanda pt.: „Ks. Ferdynand Machay – młodszy, droga do świętości” w reżyserii Piotra Męderaka, a w oparciu o scenariusz ks. Pawła Kubani.

W intencji beatyfikacji ks. Ferdynanda i o spokój wieczny dla pozostałych patriotów polskich odbyła się 5 czerwca 2009 r. Msza św. w Nowym Wiśniczu w miejscu egzekucji, gdzie obecnie znajduje się kamień z tablicą pamiątkową. Liturgia koncelebrowana była przez księży filipinów i miejscowego proboszcza. W uroczystościach wzięło udział ok. 300 osób. Wśród nich byli przedstawiciele rodzin poległych: Maria Bobilewicz, Paweł Bieńkowski, Ignacy Machay z Jabłonki. Samorząd Gminy Jabłonka reprezentowała delegacja na czele z zastępcą wójta Bolesławem Wójcikiem, który po zakończeniu Mszy św. podziękował za zaproszenie, za to, że strzeże się w Nowym Wiśniczu pamięci o wielkich bohaterach, że w czasie, w którym wszystko się relatywizuje tutaj jasno mówi się, gdzie jest dobro a gdzie zło, kto jest katem a kto ofiarą. Dzięki staraniom burmistrza miasta Nowy Wiśnicz – pana Stanisława Gaworczyka – obchody miały uroczysty charakter i były wspaniałą lekcją historii i patriotyzmu dla kilkuset osób, zgromadzonych na dnie wąwozu straceń.

Franciszek Janowiak
fjanowiak@neostrada.pl

Modlitwa o beatyfikację Sługi Bożego ks. Ferdynanda Machaya – młodszego

Boże, źródło siły i pokoju, Ty dajesz moc wyznawania Ciebie przed światem ludziom oddanym Tobie, i nigdy nie opuszczasz nikogo kto Ciebie wzywa. Pokornie Cię błagamy, wsław sługę Twego Ferdynanda kapłana, który przez oddanie swego młodego życia zaświadczył przed światem o Twojej miłości. Spraw Panie, aby nasze modlitwy przez jego wstawiennictwo trafiły przed Twój tron w niebie i abyśmy mogli cieszyć się oglądaniem Twego sługi, który przelał krew za miłości ku Tobie i ludziom w chwale ołtarzy. Udziel nam także łask, o które przez jego wstawiennictwo Ciebie prosimy. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa Syna Twojego, który z Tobą żyje i króluje Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen

Nagrobek ks. F. Machaya na Cmentarzu Salwatorskim

 

Ojcze nasz…. Zdrowaś Mario… Chwała Ojcu…
O łaskach za przyczyną Sługi Bożego prosimy informować Postulatora beatyfikacji:
Ks. Zbigniew Starczewski COr
63-800 Gostyń Poznański
Głogówko 15, Święta Góra, Polska
IMPRIMATUR
Kuria Metropolitalna w Krakowie ks. bp. dr Jan Szkodoń AD 2001

Księża Filipini szukają wszelkich świadectw – listów, wspomnień, przekazów, także ustnych – dotyczących ks. F. Machaya. Z prośbą zwracają się przede wszystkich do rodzin byłych więźniów osadzonych w Tarnowie, Krakowie i N. Wiśniczu. Poszukiwana jest też teka dokumentów o martyrologii Prospera Jana Żmijewskiego. Kontakt: Ks. Mieczysław Stebart, 33-100 Tarnów, ul. Piłsudskiego 9, tel. 14 – 637 63 35; e mail: biuro@filipini.sl.pl

Warto odwiedzić stronę: meczennicy.pelplin.pl , tam znaleźć można najnowsze informacje o postępie procesu beatyfikacyjnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.